Z pobytu Prezydenta Rzeczypospolitej w Ziemi Łomżyńskiej

Na dzień 10 października zapowiedziane zostały odwiedziny Ziemi Łomżyńskiej przez Prezydenta Rzeczypospolitej, udającego się do.,.Wilna. Na parę tygodni wcześniej, rozpoczęła się gorączkowa praca nad porządkowaniem dróg i ulic. stawianiem bram tryumfalnych t układaniem skomplikowanych ceremonjalów. Odbył się zjazd .instrukcyjny starostów i prezydentów w Województwie; pozatym główny mistrz ceremonji,, znany na gruncie łomżyńskim z przykrych przejść służbowych na stanowisku starosty ostrołęckiego, objeżdżał miasta i miasteczka i pouczał obradujące komitety i podkomitety, jak ma zachować się ludność podczas przyjazdu Prezydenta, co wolno, a czego nie wolno. Kancelarje władz administracyjnych i samorządowych pracowały od rana do wieczora nad układaniem imiennych list delegatów i osób mających prawo dostępu do Prezydenta oraz wstępu do kościołów, na rauty, uczty, i t. p. Panie zajęte były sprawianiem kosztownych toalet, a panowie—fraków, smokingów i cylindrów. Słowem wszyscy ożywieni byli jedną myślą, aby przyjęcie najwyższego dostojnika państwa jak najlepiej wypadło.
Jak doniosły pisma stołeczne, Prezydent wyruszył z Warszawy w dniu 10 października o godz. 7 rano. Zabawił krótko w Radzyminie, gdzie powitany był przez duchowieństwo, władze miejskie, młodzież szkolną i straż ogniową. Następnie zatrzymał się przed bramą tryumfalną w gminie Małopole, a o godz. 8. 45 przybył do Wyszkowa. Odświętnie przybrane miasto entuzjastycznie witało dostojnego gościa; domy udekorowano chorągwiami o barwach narodowych, w oknach wystawiono portrety p. Prezydenta, ozdobione girlandami z zieleni, oraz transparenty z napisami: „Prezydent Rzeczypospolitej niech żyje!“ Przy wjeździe do miasta u bramy tryumfalnej powitał p. Prezydenta burmistrz i starosta. Dzieci szkolne odśpiewały okolicznościowe pieśni, poczem p. Prezydent udał się do miejscowego kościoła, gdzie odśpiewano uroczyste „Te Deum“.
W  Brańszczyku, na granicy województwa białostockiego, powitał p. Prezydenta wojewoda białostocki, p. Popielawski. Po krótkiem przemówieniu, wygłoszonem przez jednego z wójtów powiatu ostrowskiego, który wręczył jednocześnie p. Prezydentowi chleb i sól, p. Prezydent  Rzeczypospolitej udał się w dalszą drogę do Ostrowia. Na 2 km. przed miastem ze świtą przesiadł się do powozu. Warta honorowa, złożona z 7-miu oficerów i banderji konnej, towarzyszyła p. Prezydentowi do miasta, u którego wjazdu ustawione były bramy tryumfalne. P. Prezydent przeszedł przed frontem kompanji honorowej 71 p. p, i odebrał raport od przybyłego dowódcy okręgu korpusu Nr.1 jen. Konarzewskiego, poczem, wśród niemilknących okrzyków, wznoszonych na jego cześć przez licznie zebraną wzruszoną ludność, udał się wzdłuż szpaleru, utworzonego  przez młodzież szkolną i straż ogniową do kościoła, gdzie, po odśpiewaniu „Te Deum“ i hymnu narodowego, przemówił od ołtarza proboszcz miejscowy, dziękując gorąco p. Prezydentowi za przybycie do miasta. Po nabożeństwie odbyła się defilada, w której wzięły udział; 71 pułk piech., 18 pułk art. pol., harcerze, związek strzelecki, oraz straż ogniowa. Następnie w gmachu starostwa przedstawiły się p. Prezydentowi delegacje urzędników państwowych, reprezentacje samorządowe, rzemieślnicze, szkolnictwa, organizacji społecznych, oraz gminy żydowskiej. Po posłuchaniu udał się p. Prezydent na zwiedzenie miasta. Przy budującym się gmachu 8-mio klasowego gimnazjum koedukacyjnego starosta Dąbrowski wręczył p. Prezydentowi adres, prosząc zarazem, aby p. prezydent zezwolił na nazwanie gimnazjum tego swojem imieniem Na.śniadaniu, wydanem przez miasto i organizacje społeczne, toasty na cześć p. Prezydenta wygłosili: p. Szczuka, prezes okręgowego Tow. rolniczego i p. Kamiński, kierownik Tow. rolniczo-handlowego w Ostrowiu. Na przemówienia te p. Prezydent odpowiedział jak następuje: „Dziękuję wam serdecznie za wyrażone uczucia oraz gotowość służenia ojczyźnie. Podkreślono tu wielkie znaczenie wartości moralnych w życiu Polski. Poprawiłbym tylko jednego z mówców, że nie dziełem cudu była niepodłegłość nasza, ale wynikiem tych zalet moralnych, pracy niepodległego ducha, które sprawiły, żeśmy z tych wielkich wypadków dziejowych skorzystali i wyszli jako państwo niepodległe. W przemówieniach do obywateli podkreślałem to poczucie własnych sił, tę wiarę we własne siły, która prowadzi do tego, że przestaniemy się upodabniać do sąsiadów, a zniewolimy swą kulturą i owocami swej pracy, że inni zaczną się na nas zapatrywać i naszą kulturę stawiać za wzór do naśladowania. Pragnęliście mieszkańcy Ostrowia, abym wyraził swą wolę co do gimnazjum, które chcieliście nazwać mojem imieniem. Odpowiedziałem, że uważam używanie mego nazwiska za rzecz przedwczesną, a należy w tym celu posługiwać się nazwiskami zmarłych, ludzi zasłużonych, o których historja wypowiedziała się bezspornie, a którzy nie mogą już podlegać błędom życia. Ja, chwała Bogu, żyję i chcę jaknajdłużęj żyć na pożytek Polsce, ale gdy chcecie, abym wyraził swoją wolę, to życzę sobie, aby gimnazjum to nazwane było imieniem Staszyca i życzę sobie, abyście się zastanowili nad jego zadaniem, bo wszak wy będziecie doprowadzać to dzieło do końca. Pomyślcie czego polska najwięcej potrzebuje. Ja proszę Boga, i wzywam was do tego, abyśmy się stali możliwie najsilniejszymi, najzdrowszymi moralnie i fizycznie, a skoro te wysiłki nasze osiągną rezultat i wydadzą owoce, mniej nam będzie potrzeba adwokatów i lekarzy, bo przestępstw i chorych będzie mniej. Dlatego, skoro myślimy o przyszłości i przygotowaniu tych wielkich sił Rzeczypospolitej, to trzeba przygotować jak najwięcej majstrów, techników, inżynierów chemików i jako przykład tego, jakie owoce daje praca wykształcona zawodowa, powiem wam, że przecież w moich podróżach nie podejmują mnie w domach lekarzy łub adwokatów, lecz w domach rolników albo rzemieślników, a z czasem, mam nadzieję, i robotników. Praca fizyczna ożywiona wiedzą, wytwarza bogactwa. Gdy więc pytacie mnie, czego Polska najwięcej potrzebuje, to odpowiem wam: jak najwięcej pracy i ludzi umiejących tę pracę zużytkować. Często słyszałem podczas mojej tułaczki, że najtęższym materjałem jest robotnik polski, a w Polsce słyszy się nieraz skargi na niego. Otóż trzeba, jak powiedziałem, kształcić jak najwięcej dobrych majstrów, agronomów, techników. To poddaję wam pod rozwagę, abyście się zbliżyli do zamierzeń Staszyca i jego imieniem to gimnazjum nazwali”. O godz. 1 – ej p. Prezydent udał się w dalszą podróż do Łomży, zatrzymując się przed bramą tryumfalną we wsi Wyszomierz, gdzie członek Sejmiku łomżyńskiego p. Kurcyusz powitał Go następującem  przemówieniem:
„Nadeszła wreszcie oddawna oczekiwana, przez dziadów i ojców naszych w snach wymarzona, upojeniem radości serca nasze przejmująca chwila, kiedy my synowie Ziemi Łomżyńskiej u jej progu możemy spotkać pierwszego obywatela, pierwszego dostojnika, pierwszego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

W imieniu całej ludności powiatu Łomżyńskiego mam zaszczyt powitać Cię Dostojny Panie staropolskim zwyczajem — chlebem i solą. Chleb i sól, będąc symbolem naszej staropolskiej gościnności — jest obecnie zarazem i symbolem naszego stanu ekonomicznego. Ziemia nasza ubogą jest i zaledwie posiadamy tylko skromny swój kawałek chleba i trochę soli obcej.
Aczkolwiek jednak Opatrzność nie uposażyła nas tak bogato, jak inne okolice Ojczyzny, aczkolwiek ostatnie wypadki dziejowe— wojna światowa, a zwłaszcza najazd 1920 r. dotknęły ziemię naszą silniej i więcej od wielu innych prowincji, pomimo to jednak gotowi jesteśmy z radością i chętnie wraz z całym narodem złożyć wszelką ofiarę bądź pracy, bądź mienia, by ukochaną Ojczyznę naszą jaknajrychlej odbudować i do dawnej potęgi i chwały doprowadzić.
Pokładamy zupełną ufność w Twój Dostojny Panie głęboki rozum i wiedzę, w rozległe Twe doświadczenie życiowe, a nadewszystko w wielokrotnie stwierdzoną Twą bezgraniczną miłość Ojczyzny i wierzymy niezłomnie, że posłuszni Twym nakazom i wskazówkom za Twoim przewodem do tego jasnego jutra dojdziemy.
Mniemam tedy za właściwe, że Cię tu dzisiaj powitamy słowami, któremi ongi dziewięć wieków temu włości i gminy polskie witały powracającego do rozdartego niesnaskami wewnętrznemi  i  wojną dornową kraju — Kazimierza  Odnowiciela, słowami: „Witajże k’nam, witaj miły Hospodynie! ”
Dziatwa szkolna odśpiewała okolicznościową kantatę, poczem p. Prezydent, odjechał w kierunku Zambrowa, gdzie oczekiwali Go przed bramą  tryumfalną przedstawiciele władz i miejscowego społeczeństwa. Wśród długiego szpaleru młodzieży szkolnej i straży ogniowej, przy biciu w dzwony p. Prezydent udał się do kościoła parafialnego, gdzie odśpiewano „Te Deum”.
Miasto Łomża od rana przybrało odświętny wygląd. Okna i balkony „jak tego wymagała powaga chwili” (dosłowne brzmienie obwieszczenia Magistratu), były szczelnie pozamykane. Ustała wszelka praca i handel. Wojsko, władze państwowe i samorządowe, delegacje, straż ogniowa, strzelcy, harcerze, młodzież ucząca się i dzieci z ochron bądź oczekiwały przy bramie tryumfalnej, bądź ustawiły się szpalerem wzdłuż ulic, któremi miał przejeżdżać p. Prezydent Rzeczypospolitej.
O godz. 2 m. 15 dzwony kościelne i orkiestry wojskowe obwieściły przyjazd p. Prezydenta. Od strony Zambrowa ukazał się szereg pojazdów. Przy bramie tryumfalnej powitał p. Prezydenta Rzeczypospolitej prezydent miasta Swiderski: „Czcigodny Panie  Sercem, przepełnionem radością, witamy Cię w progach tysiącletniej Łomży. Szczęśliwi jesteśmy, że po długich latach niewoli gród nasz ogląda Najwyższego Dostojnika Państwa. W imieniu ludności miasta, składając staropolskim zwyczajem chleb i sól — symbole naszego życia, racz przyjąć Panie Prezydencie zapewnienie, że na Twój rozkaz gotowi jesteśmy złożyć to życie na ołtarzu Ojczyzny.
U wejścia do fary. dokąd w odkrytym powozie, obrzucany kwiatami, udał się p. Prezydent, powitał Go kś. biskup Jałbrzykowski z kapitułą, który następnie po uroczystem „Te Deum“ wygłosił od ołtarza krótkie przemówienie, dając wyraz głębokiej radości z powodu zaszczytu, jaki spotkał Ziemię Łomżyńską. .Po nabożeństwie odbyła się defilada wojska, harcerzy, wioślarzy, strzelców i straży ogniowej, oraz zwiedzanie miasta, mianowicie: gmachu szkoły mierniczej, składów Związku Polskich stowarzyszeń Spożywców i Państwowych Zakładów Przemysłu Drzewnego. O godz. 5 m 15 po poł. p. Prezydent udzielił posłuchania przedstawicielom władz i delegacjom miejscowych instytucji społecznych. Złożono trzy następujące petycje:

1. Od obywateli miasta Zambrowa.

.Na przedmieściu Zambrowa od strony Czyżewa stoi 80 gmachów koszarowych przeważnie murowanych /pozostałość po okupacji moskiewskiej/, ulegających zniszczeniu i ruinie. Państwo ponosi codziennie straty milionowe. Brak kolei z rozmaitych względów odczuwany przez mieszkańców m. Zambrowa stoi też na przeszkodzie zużytkowaniu wspomnianych koszar w celach wojskowych lub innych państwowych, to też są one najczęściej, jak i obecnie, prawie niezamieszkałe. Tymczasem rozmaite instytucje społeczne, zwłaszcza szkoły powszechne i gimnazjum miejscowe prywatne, nie mają odpowiedniego pomieszczenia. Wspomniane koszary oddane na użytek społeczny, byłyby zachowane od ruiny i zaradziłyby owym brakom. Niestety starania, niejednokrotnie podejmowane w tym względzie przez obywateli miasta Zambrowa, nie znalazły nigdy uwzględnienia u odpowiednich władz; i my, mieszkańcy tutejsi, wciąż ze smutkiem i żalem patrzeć musimy na niezrozumiałe dla nas marnowanie się dobra państwowego, które przynajmniej w części mogłoby być znakomicie użyte na pożytek tegoż Państwa i jednocześnie zachowane od ruiny. Prosimy najusilniej Waszą Ekscelencję o łaskawe wejrzenie w tę sprawę, ewentualnie o zezwolenie na zużytkowanie gmachu K. I. na lokal dla gimnazjum, K. II na lokal dla szkół powszechnych i męskiego seminarjum nauczycielskiego, oraz o przeprowadzenie linj kolejowej Łomża—Zambrów—Czyżew, co dawałoby możność zużytkowania pozostałych gmachów w celach użyteczności publicznej. Gmachy, położone w obrębie pomienionych koszar dałyby się znakomicie użyć na budowę i restaurację budynków szkolnych po wsiach okolicznych.

2. Od Rady Miejskiej miasta Łomży.

„Po rządach zaborczych pozostała cerkiew prawosławna, położona w śródmieściu na jednym z najpiękniejszych i najbardziej nadających się na rozbudowę miasta placu o trzech frontach. Gmach cerkwi, jako świątyni prawosławnej, dla braku w mieście wyznawców tej religji (nie licząc kilku jednostek), stracił raz nazawsze pierwotne swoje znaczenie. Nie przedstawia on też żadnej Wartości pod względem zabytkowym i architektonicznym. W przebudowie cerkwi na świątynię katolicką nie zachodzi również potrzeba, gdyż miasto posiada cztery obszerne kościoły—trzy rzymsko – katolickie i jeden ewangielicki, które wzupełności zaspakajają religijne potrzeby miejscowej i okolicznej ludności. Natomiast miasto pozbawione jest takich instytucji kulturalno – oświatowych, jak teatr, muzeum biblioteka i dom ludowy, a co najważniejsza —nie posiada ani jednej wzorowo urządzonej szkoły powszedniej, które mieszczą się w b. niewygodnych wynajętych domach, a nauka odbywa się w godzinach rannych i po południowych. Nieruchomość pocerkiewna w obramowaniu ulic Dwornej, Sienkiewicza i Polowej składa, się z obszernego placu i ogrodu owocowego. Przeprowadzenie odpowiedniej regulacji i uporządkowanie całego terenu pozwoliłoby na wybudowanie od ulicy Dwornej, po rozebraniu cerkwi, gmachu użyteczności publicznej są pomieszczenie teatru, bilioteki i domu ludowego, a od ulicy Polowej — gmachu szkoły powszechnej. Środek placu zająłby skwer odpowiednio zadrzewiony.

Rada Miejska, biorąc pod uwagę, że miasto własnych placów nie posiada, zwraca się do Pana Prezydenta z prośbą, aby, w myśli art 6 Ustawy Konstytucyjnej z dnia 17 marca 1921 r. i art. 12 Ustawy w przedmiocie rozbudowy miast z dnia 26 września 1922 r., nakazał odpowiednim czynnikom państwowym rozpatrzenie i przychylne załatwienie sprawy co do bezpłatnego odstąpienia gminie miejskiej wyżej wymienionej nieruchomości pocerkiewnej, której planik sytuacyjny załącza się. Przytem Rada Miejska nadmienia, że cerkiew znajduje się obecnie w czasowem użytkowaniu miejscowego Garnizonu Wojsk Polskich.”
Od Towarzystwa Domu Ludowego w Łomży. „Rząd rosyjski, a właściwie Kuratorjum Wstrzęmięźliwości, subsydiowane przez państwo, ufundowało w Łomży Dom Ludowy i założyło przy nim park. Podczas wojny gmach został spalony. Odbudowały go, podług pierwotnego planu, władze okupacyjne niemieckie, z funduszów komunalnych, i przekazały Miastu do użytku publicznego. Polskie władze pańswowe, pomimo starań i protestów Rady Miejskiej, skasowały Dom Ludowy i  przebudowują go na Szkołę Mierniczą. Zarząd świeżo założonego Towarzystwa Domu Ludowego, znając troskliwość Pana Prezydenta o podniesienie oświaty wśród warstw pracujących, zwraca się z prośbą, aby Pan Prezydent wejrzał w poruszoną sprawę i naprawił krzywdę, wyrządzoną robotnikom”.
Inwalidzi wojenni wręczyli panu Prezydentowi wiersz okolicznościowy, ozdobiony winjetą w stylu kurpiowskim i inicjałami inwalidzkiemi, który umieszczamy na innym miejscu.
Podczas obiadu u kś. biskupa Jałbrzykowskiego przemówienia wygłosili: kś. biskup Jałbrzykowskl, prezes Rady Miejskiej Antosiewicz, prezes Związku Ziemian S. Lutosławski, kś poseł K. Lutosławski. Jesteśmy w posiadaniu tylko dwóch przemówień, złożonych do cenzury w Starostwie, które poniżej podajemy.
Prezes Rady Miejskiej. „Czcigodny Panie Prezydencie! W imieniu prastarej Łomży i Rady Miejskiej, której ‚jestem przewodniczącym, pozdrawiam Cię, czcigodny Panie i serdeczną składam podziękę za’ przyjazd Twój do nas i za to miłe, najmilsze obcowanie z nami, które doprawdy na minuty liczymy, by nie uronić ani jednej z nich. Panie Prezydencie! Wniosłeś do tego miasta, jak zresztą wszędzie, gdzie się ukazałeś dotychczas, ożywcze promienie słońca, ciepła i pogody, którymi natura tak hojnie Cię obdarzyła i które za prezydentury Twojej zaczynają ogarniać całą Polską, jak długa ona i szeroka. A potrzebuje ona, potrzebuje, jak ziemia deszczu w wiosenną suszę, tych promieni słonecznych, by zabliźniły one rany ‚nasze, nieszczęściami zalane, oraz wznieciły miłość w narodzie i braterswo, którego jesteś, Panie Prezydencie, tak wytrwałym i czcigodnym pionierem. Żyj więc długo na chwałę Ojczyzny naszej i rozniecaj te święte ognie, aż ujrzysz błogosławiony skutek swojej pracy i swego posłannictwa.. Prezydent Najjaśniejszej Rrzeczypospolitej Polskiej p. Stanisław Wojciechowski, niech żyje!”

Prezes Związku Ziemian Stanisław Lutosławski: .Panie Prezydencie! jako przedstawiciel Ziemian łomżyńskich mam honor wyrazić w moim i ich imieniu całą radość jaką czujemy, witając w osobie Twej, Panie Prezydencie, pierwszego obywatela naszej Ojczyzny. Garstka tych, którzy tu na zagonie ojczystym pozostali, jest szczupła, nawet tak szczupła jak w żadnej okolicy naszego Kraju. Przygnieceni rugami wojsk rosyjskich, raźno zabraliśmy sie po powrocie do pracy, pomimo groźby utraty naszych warsztatów. Powtórnie ograbieni przez najazd bolszewicki rąk nie opuściliśmy i możemy obecnie wykazać poważne rezultaty naszych wysiłków, dokonanych przeważnie swoim osobistym kredytem, nie mając na sumieniu obciążenia skarbu Państwa. Ale bo też większość ziemian tutejszych żyje. pracowicie i skromnie, o dawnej wystawności życia zapomniało się zupełnie, rozumiejąc, że tylko przy oszczędności i nadzwyczajnym wysiłku zagon Ojczysty, do którego jesteśmy od wieków i pokoleń przywiązani, zdołamy utrzymać. Praca nasza nad braćmi młodszymi od 20 lat robi poważne postępy i różnica w ich pracy na roli jest oczywista. Ziemianin łomżyński czuje się integralną częścią swojej Ojczyzny, chętnie pracować dla niej będzie oraz poniesie ochoczo wszelkie ciężary, zmierzające do uzdrowienia skarbu i wzmocnienia państwowości, potrzebuje sie jednak- czuć równym wobec prawa i bezpiecznym na swoim warsztacie. Wierzymy mocno, że Ojczyxna nasza pod .zwierzchnim kierunkiem- Pana Prezydenta stanie się tą ostoją mocnego prawa i pokoju. Wierzymy, że osoba Jego, otoczona powszechną czcią i szacunkiem, a i miłością całego narodu, doprowadzi Ojczyznę naszą do stanu potęgi i pomyślności i wtedy każdy rodzaj pracy i każdy stan znajdzie swoje zasłużone miejsce i swoją szczęśliwość. Pan Prezydent niech żyje!-.

Na przemówienia powyższe odpowiedział Prezydent Rzeczypospolitej temi słowy: „W przemówieniach swoich wszyscy niemal jednozgodnie podkreślacie swój aplauz dla wezwań, które do was od samego początku mego urzędowania stosuję, a mianowicie: wezwania do miłości i łączenia się. Rozumiem, że wszyscy są pod tym względem szczerzy. Jeżeli w stosunku do tak powszechnego uznania dla idei, które głoszę, znajduje względnie niewielkie wyniki to sądzę, że dlatego, iż nie wszyscy należycie sobie zdają sprawę z drogi, po której iść należy, aby ten cel osiągnąć. Dlatego nieraz w swych przemówieniach obok wezwania do miłości i zgody, mówię także o pracy, a mówię to w tem przekonaniu, że właśnie praca jest tym najdoskonalszym środkiem, przy którym ludzie uczą się szanować, a z czasem i kochać. Tu, specjalnie w Łomży, oglądałem dziś kilka warsztatów pracy: jeden z dziedziny wiedzy, drugi wytwórczości, które mnie utrwalają w przekonaniu, gdy patrzę na ludzi, którzy przy nich pracują, że warsztaty pracy potrafią łączyć ludzi, pomimo, że w wielu dziedzinach intelekt ich dzieli. Mówicie mi, że ja przysparzam ducha dzieciom polskim. Ja chcę im przysporzyć nietylko ducha i sił, ale pragnę również wskazać środki do osiągnięcia tego celu. Starajcie się możliwie najczęściej schodzić się i pracować razem, a wtedy wyniki łączenia się dla pracy, dla dobra pulicznego będą coraz wybitniejsze i w dziedzinie politycznej. Proszę was, gdy wyjeżdżam z Warszawy na prowincję, zawsze się czuję lżejszym, radośniejszym, bo gniecie mnie Warszawa, gniecie mnie w Warszawie przewaga Intelektu, nadmiar intelektu i uczuć negatywnych nad czynnikami pozytywnemi. Warszawa w znacznym stopniu próżnuje, a prowincja, zwłaszcza rolnik, musi pracować i pracuje intensywnie. A praca zniewala do poskramiania wybujałego intelektu, prowadzi do pracy oświeconej wiedzą 1 nakazuje w każdym pracowniku szanować człowieka. Więc proszę was, gdy tak coraz częściej, usunąwszy ten przedział, jaki wytwarza intelekt, będziemy pracowali wszyscy, to te naturalne rozbieżności, które muszą istnieć wszędzie, nie będą przybierały takich karykaturalnych form, jakich jesteśmy świadkami nieraz w Warszawie. Wiem i niejednokrotnie obywatele z prowincji wypowiadali to. że są zgorszeni tem, co się dzieje w Warszawie. Zgorszony jestem i ja również. Przypisuję to jednak nie temu, że człowiek przybywający z prowincji, zmienił się w Warszawie, lecz temu, że ten czynnik pracy w mieście od niego odpada.
Operuje on tylko myślowo i zatraca siły przyciągające, które wytwarza praca. I dlatego nie jestem zwolennikiem tzw. kultury miejskiej, wytwarzania chorobliwych ośrodków wielkoprzemysłowych, .które wypaczają naturę ludzką, nie mówiąc już, że niszczą uczucia i zdrowie. Powiadacie, że łomżyńskie jest biednym zakątkiem. Jeżeli porównamy glebę tutejszą np. z Danją, to pod tym względem niczem Danja nie jest bogatsza, ale wieloletnia praca oświecona dała tam wyniki znakomite. Nie zniechęcajcie się, pracujcie wytrwale bo nie węgiel, ruda i nafta, ale praca to największe bogactwo Polski. Praca, opromieniona wiedza jest w możności nawet z kamienia wykrzesać bogactwo. I dlatego nie zniechęcajcie się, że w trudnych pracujecie warunkach, że was dochodzi walka, która was irytuje, zaraża nieraz,, bo to wina jednostronności życia w wielkich miastach i stolicach. Wy pod tym względem znajdujecie się w lepszych warunkach i gdy swoje warsztaty pracy będziecie rozwijali, skoro na roli będzie coraz więcej wiedzy, to ziemia łomżyńska nie będzie biednym zakątkiem, lecz będzie bogata nietylko sercem, ale i materjalnie. Zachęcam więc was do pracy, gdyż jest ona też najlepszą praktyką braterstwa. Cóż znaczy, gdy kto mówi: Kocham Polskę. To znaczy kocham wszystkich polaków, bo Polska to nie abstrakcja, to są żywi ludzie. Miłość Polski jest potężną’ siłą przyciągcjącą. Tę silę najwięcej się wzmocni przy pracy i dlatego tak często powiadam: Pracujcie, a zaczniecie się szanować, a z czasem istotnie kochać. W tem wam dopomóż Bóg!”
O godz. 8 wieczór udał się p. Prezydent na raut w gmachu gimnazjum żeńskiego, urozmaicony solowemi i zbiorowemi popisami Lutni łomżyńskiej. Tu miała miejsce swego rodzaju sensacja prowincjonalna; Prezydent, ku ogólnemu zdziwieniu, opuścił nagle swoje „ósemkowe” otoczenie i, wyszukawszy na sali „czerwonego” D-ra Czarneckiego, przeprowadził z nim dłuższą rozmowę na temat miejscowych stosunków. D-r Czarnecki nie taił, że ludność pracująca jest wyczerpana szalejącą drożyzną i zdradza coraz większe zdenerwowanie.
W czwartek, dnia 11-go października, czyli w drugim dniu swej podróży, p. Prezydent po wysłuchaniu mszy św. w farze łomżyńskiej, udał się automobilem w stronę Augustowa. Dzień ten był uroczystem świętem dla tych okolic, przez które przejeżdżał. P. Prezydent zatrzymał się w Kisielnicy powiatu Kolneńskiego, gdzie został przywitany przez przedstawicieli władz. Dziewczęta w strojach kurpiowskich, wręczyły p. Prezydentowi kilimy i bursztyny-. W Szczuczynie, po przemówieniach przywitalnych, p. Prezydent, wśród szpalerów dzieci, obrzucających p. Prezydenta kwiatami, udał się do kościoła, gdzie wygłosił podniosłe przemówienie powitalne ks. proboszcz Chojnowski, wyrażając wdzięczność za odwiedzenie miasta i świątyni, wzniesionej przez króla Jana Sobieskiego. W Grajewie oczekiwały p. Prezydenta tłumy ludności. Na rynku przed kościołem ustawiona była kompanja honorowa 10 pułku ułanów. Bezpośrednio po przybyciu, udał się p. Prezydent do kościoła, gdzie, po uroczystem „Te Deum“, przemówił do p. Prezydenta miejscowy ksiądz proboszcz. Po audjencji w starostwie, p. Prezydent wśród szpalerów dziatwy szkolnej, wznoszącej na jego cześć niemilknące okrzyki, odjechał w stronę Augustowa, zatrzymując się po drodze w Rajgrodzie. Na tym kończą się uroczystości, związane z dwudniowym pobytem p. Prezydenta Rzeczypospolitej w Ziemi Łomżyńskiej.
Gdy się przyjrzeć bliżej, bez jakichkolwiek uprzedzeń, ceremonjałom przyjęć p. Prezydenta, to nasuwają się smutne refleksje. Żyjemy w czasach demokratyzacji społeczeństw. Obecny Prezydent Rzeczypospolitej, proletariusz z krwi i kości, jest gorącym zwolennikiem demokracji, co bardzo mocno podkreślił w przemówieniu swoim podczas bytności w Łomży, jako minister spraw wewnętrznych. Tymczasem przyjęcia, jakie zgotowały Mu władze miejscowe, nie licują ani z wymogami demokracji, ani z ogólnym, nad wyraz ciężkim położeniem, jake przeżywamy. Bramy tryumfalne, przypominają czasy średniowieczne, a fraki, smokingi, cylindry i toalety rautowe, pochłonęły’ wiele miljardów; które mogłyby być lepiej użyte. Rozumiemy, ze splendor głowy państwa musi być zachowany, lecz róbmy to w stolicy, wobec obcych przedstawicieli, przy zwiedzaniu zaś własnego państwa pokażmy p. Prezydentowi nie te odświętne, stworzone sztucznie, a te szare codzienne życie, roztwórzmy drzwi na rozcież, a nie zamykajmy balkonów, i okien, pozostawmy swobodny dostęp obywatelowi do najwyższego dostojnika państwa, a nie krępujmy cenzurą każdego poruszenia i przemówienia. Prezydent Wojciechowski wypisał na swoim sztandarze życiowym hasło; „Społem”. Wzywa On wszystkich obywateli do zgodnej twórczej pracy, a więc nie może mieć przeciwników w narodzie. Zbyteczne więc są w stosunku do jego osoby, żywo przypominające „carskie czasy”, zarządzenia policyjne.

Smutno nam Boże

Dałeś nam, Panie;
Obfitą w lasy i ruczaje glebę,
Gdzie urodzajne daje plony zboże Ponad potrzebę;
A człowiek głodny kładzie się w posłanie,
Myśli o dziatwie — co da na śniadanie . ..
Smutno nam, Boże !

Siły zatraca
.Nasz brat rowieśny za chleba kawałkiem —
W rodzinnej ziemi zdobyć go nie może czyż braknie całkiem ? !
Tyle nadużyć — lichwiarz się wzbogaca —
Za trud uczciwy mizerną jest płaca. ..
Smutno nam, Bóże !

Lud się rozsiewa
Po różnych krajach i zakątkach świata —
Co stron Ojczystych — przez lądy i morze —
Myślą ulata
Czeka na Prawdę, wciąż jej się spodziewa,
A ona echem tylko tu rozbrzmiewa
Smutno nam. Boże.

Gdzie zwrócim oczy,
żal  widzim wszędzie, nędzę i cierpienia —
Spieszy do pracy, nim wypłyną zorze,
Lud bez wytchnienia.
Ale zamiera ! w nim duch ochoczy,
A ból się zwmaga i mu duszę mroczy
Smutno nam. Boże !

Władysław Mackiewicz, inwalida.

 

* Wiersz ten ofarowany został przez delegację inwalidzką p. Prezydentowi Rzeczypospolitej podczas jego pobytu w Łomży.

Wspólna Praca.  Zeszyt I. Październik, listopad, grudzień 1923 r. str. 3 – 10.

175 Ogólnie 4 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Avatar

Męska Szkoła Handlowa

Tomasz Niklewski pochodził z ziemi łomżyńskiej. Był absolwentem Uniwersytetu Petersburskiego. Po krótkiej pracy w przemyśle naftowym w Baku, pracował w szkołach w Warszawie i Łodzi[...]