Władysław Świderski. Łomża. Część. 15

Inwazja bolszewicka r. 1920.

Załamanie się frontu pod Kijowem i odwrót naszej armji wywołały w Łomży ogólne przygnębienie. Pomimo, że miejscowe władze otrzymały zarządzenie o szykowaniu się do ewakuacji, mieszkańcy z ufnością patrzyli w przyszłość, pokładając nadzieję, że napór bolszewicki uda się powstrzymać na linji Niemna i Bugu, tem bardziej, że pisma podawały uspokajające wieści. Naraz wieczorem, dnia 27 lipca 1920 r. Łomża z przerażeniem dowiedziała się, że rozjazdy nieprzyjacielskie znajdują się na drodze do Łomży od strony Szczuczyna.
Urzędy i instytucje państwowe z wielkim pośpiechem rozpoczęły ewakuację i do godziny 3 w nocy dnia 28 lipca opuściły miasto. Troska o miasto spadła na Magistrat, który zajął się niezwłocznie zorganizowaniem straży bezpieczeństwa, pomocy sanitarnej i aprowizacyjnej, gdyż zarówno policja jak ambulanse i intendentura była nieobecna. Zorganizowana na kilka tygodni przedtem Straż Obywatelska, pomimo wezwania prezydenta, nie stanęła na wyznaczonych posterunkach i dla utrzymania porządku w mieście utworzono przy Magistracie Milicję Miejską, naczelnikiem której został K. Dąbrowski. W przewidywaniu bitwy lekarz miejski D-r Beber zajął się zorganizowaniem pomocy sanitarnej. Następnego dnia do godziny 12 stanęło na posterunkach 200 milicjantów i 120 sanitarjuszy. Prowidowaniem załogi na fortach zajął się także Magistrat, wydając z własnych zapasów kaszę, cukier, sól, tłuszcze, mąkę i ogłaszając wśród ludności zbiórkę innych artykułów spożywczych dla walczących. Wypiekiem chleba zajęły się miejscowe piekarnie i pomimo piątku i soboty piekarze i woziwodzi żydzi bez szemrania przystąpili do pracy. Tymczasem bolszewicy przybliżyli się pod miasto.
W Łomży wówczas znajdował się zapasowy bataljon 33 pułku łomżyńskiego, oddział straży granicznej i ewakuowany z Grodna baon zapasowy grodzieńskiego p. p. Pomimo rozkazu ewakuacji do Wyszogrodu, dowództwo baonu 33 pułku postanowiło bronić Łomży, wspólnie ze strażą graniczną i baonem grodzieńskim, lecz ten niestety po południu opuścił Łomżę. Pomimo uszczuplenia sił, zostały obsadzone dwiema kompanjami 1, 2, 3 forty, pozostawiając 2 kompanje w rezerwie. Fort czwarty został obsadzony przez straż graniczną. Obrona m. Łomży, według opisu dowódcy zapasowego baonu 33 p.p. kapitana Raganowicza, miała następujący przebieg: „Dnia 28. VII. 1920 r. kiedy nikt w ogóle w Łomży nie przypuszczał o grożącem miastu niebezpieczeństwie, otrzymałem wiadomość iż grupa płk. Kraupy opuściła Ossowiec i cofa się w kierunku Jedwabnego. Po południu tegoż dnia rozeszła się pogłoska, że bolszewicy znajdują się w Kisielnicy, położonej o 8 wiorst na północ od Łomży. W mieście powstała mała panika; niektorzy z mieszkańców zaczęli szybko opuszczać miasto. O godz. 7-30 wieczorem pokazał się przed fortami podjazd bolszewicki o sile jednego szwadronu, który ogniem załogi został spędzony. O godz. 11-30 podeszła przednia straż bolszewicka i rozpoczęła natychmiast atak, ktory w ciągu całej nocy był odpierany, główny napór szedł od strony Kisielnicy. O godz. 3-ej rano przedarł się otoczny pod Jedwabnem ppłk. Kopa wraz ze swą grupą (101 p. p. i 3 bat. art.) do Łomży. Rano 29. VII. 20 bolszewicy rozpoczęli na forty wściekłe ataki, popierane huraganowym ogniem artylerji. Dzięki nadzwyczajnej odporności naszego żołnierza,  wysiłki ich były daremne. Forty pozostały w naszych rękach, przyczem nieprzyjaciel poniosł duże straty. Tegoż dnia przed południem, w czasie największego ognia i dość krytycznej sytuacji, zjawiły się na fortach panie z miasta z żywnością— dla żołnierzy, oraz ofiarowały swe usługi przy opatrywaniu i przewożeniu rannych. Pomoc ich była ogromnie cenną, tem bardziej, że żołnierz nasz walczył o głodzie, ponieważ nie mieliśmy kuchen polowych. Od tej chwili miasto zajęło się całkowicie losem walczących żołnierzy, szczególnie odznaczyły się kobiety, które z pogardą śmierci, nieraz pod największym ogniem artylerji i kulomiotów w pierwszej linji roznosiły ciepłą strawę, oraz opatrywały rannych i przenosiły ich z linji na punkt opatrunkowy.
Dnia 30. VII. wyjechałem na godzinę z fortów do miasta w celu rozmowy telefonicznej z D.O.G.W. Przy przejeździe przez miasto zauważyłem, mimo szalonego ognia artylerji bolszewickiej na miasto, który trwał już drugi dzień, nadzwyczajny spokój i powagę na twarzach mieszkańców.
Od pierwszego dnia walki zorganizowała się samorzutnie Obywatelska Straż Bezpieczeństwa, ponieważ policja i żandarmerja zaraz pierwszego dnia opuściły Łomżę. Wszędzie porządek i ład. Cały wysiłek miasta skierowany jedynie w kierunku obrony. Przez pięć dni obrony Łomży, prowiantowało nas wyłącznie miasto i wsie, między innemi: Szczepankowo, i Jednaczewo, gospodarze których na kilku wozach przywozili zapasy żywności i osobiście byli u mnie na fortach celem doręczenia ich.
Na każdym kroku w linji żołnierz walczący otoczony był nadzwyczajną opieką ze strony obywateli miasta Łomży i w najgorszych chwilach walki, doznawał pomocy i otuchy. Kilkunastu obywateli zgłosiło się do mnie z prośbą o wydanie im broni i pozwolenie wzięcia udziału w walce, co też uczyniłem. Nie jestem w stanie opisać poszczególnych epizodów bohaterskich tak ze strony obywateli m. Łomży jako też poszczególnych jednostek. Reasumując powyższe fakta, stwierdzam z całą stanowczością, że w obronie Łomży mieszkańcy tegoż miasta wzięli wybitny udział i w wysokim stopniu przyczynili się do 5 dniowej obrony tak szczupłemi siłami w chwili kiedy cała armja była w odwrocie. — A jak wpłynęła obrona Łomży na ogólną obronę Warszawy, to osądzi kiedyś historja”.
W ciągu pięciu dni t. j. do 1 sierpnia trwała bitwa. Szpitale miejskie opatrzyły przeszło 300 rannych i w kostnicy leżało 20 ciał poległych, pogrzeb których odbyć się miał w niedzielę 1 sierpnia o godzinie 6 wieczorem. O godzinie 11 rano nieprzyjaciel zaczął bombardować miasto. Padło około 200 pocisków armatnich. Uszkodzono kilkanaście domów i szpitale zarejestrowały dnia tego 5 zabitych i kilkudziesięciu rannych. Ostrzeliwanie miasta trwało do wieczora. Pod wieczór strzały ucichły. O godzinie 12 w nocy prezydent miasta został wezwany do Dowództwa Grupy Operacyjnej do generała Baranowskiego. Tam pułkownik Śliwiński oświadczył mu, żeby natychmiast wyjechał, jeżeli nie chce dostać się w ręce bolszewickie, gdyż sytuacja Łomży przedstawia się bardzo groźnie: nieprzyjaciel przekroczył Narew na lewym brzegu, miasto zaś może być zajęte najdalej za 2 godziny i że Dowództwo, po otrzymaniu pomocy, odbierze Łomżę z powrotem. Dalej nakazał powiadomić ludność cywilną, aby kto może i chce wyjeżdżał w stronę Śniadowa, lub chronił się do piwnic, gdyż Łomża może przechodzić z rąk do rąk i będzie ostrzeliwana jak z jednej, tak i z drugiej strony.
Powiadomiona o niebezpieczeństwie ludność, resztki nadziei opierała na zapowiedzianej odsieczy, lecz przeszło jeszcze kilkanaście godzin, a pomoc nie nadchodziła. Ostatnie oddziały obrońcow opuściły Łomżę. W mieście zapanowała przerażająca cisza i mieszkańcy z obawą oczekiwali wkroczenia nieprzyjaciela. Dnia 2-go sierpnia o godzinie 4 ukazały się pierwsze patrole konne i piesze i wślad za niemi wkroczyły czołowe oddziały 1 i 34 brygady 12 dywizji i 157 brygady 53 dywizji strzelców bolszewickich.
Wraz z bolszewikami wkroczyło do Łomży 300 spartakusowców Niemców, którzy rozkwaterowali się na przedmieściu Łomżyca. Obraz nędzy i głodu przedstawiali zwycięzcy. Na znużonych postaciach wisiały resztki przeważnie cywilnego ubrania, przez dziury którego przeświecały wychudzone członki często bez bielizny. To też rozpoczęła się dzika rekwizycja,a właściwie rabunek obuwia, ubrania, bielizny i żywności. Gdy zabrakło żywności w mieście zgłodniali bolszewicy rzucili się na ogrody i sady: kapusta, brukiew, marchew, kartofle, buraki, niedojrzałe owoce i wszystko co tylko możliwe było do zjedzenia— zostało zjedzone. W mieście zapanował głód i choroby. Dyzenterja i tyfus plamisty zaczęły gwałtownie szerzyć się wśród ludności i bolszewików. W miejscowych szpitalach i ambulatorjach, oprócz rannych, leżały setki chorych. Z chwilą zakwaterowania sztabu dywizji w mieście, zmiejszyły się rabunki, gdyż przyłapywanych na gorącym uczynku żołnierzy bolszewicy pociągali do odpowiedzialności. Zorganizowany został Komitet rewolucyjny na Łomżę i powiat. Komitet dzielił się na: I Zarząd ogólny z sekcjami: ogólną, milicyjną, instruktorską, finansowo – rachunkową, propagandy i agitacji. II Wydział zaopatrywania z sekcjami: skupu, rozdzielczą, odżywiania społecznego, III Wydział rolny, IV Wydział leśny, V Wydział komunalny z sekcjami: przedsiębiorstw miejskich, mieszkaniową, majątku miejskiego, porządku społecznego, VI Zarząd przedsiębiorstw unarodowionych z sekcjami: statystyczną, budową środków lokomocji, drukarską i papieru drukarskiego, VII Wydział pracy i opieki społecznej z sekcjami: inspekcyjną i ochrony pracy, pośrednictwa pracy, ubezpieczeń społecznych, taryfową, opiekuńczą nad dziećmi, matkami, starcami, VIII Wydział zdrowotności z sekcjami: sanitarną, zwalczania epidemji, szpitalną, IX Wydział oświaty ludowej z sekcjami: szkolną, pozaszkolną, teatralną, muzyczną, konserwacji i ochrony zabytków, sportową i bibljoteczną. Przewodniczącym komitetu rewolucyjnego został Arwatow-Arwatyński. Do obsady tak licznych i biurokratycznie rozgałęzionych urzędów rewkomu wciągnięto także siły miejscowe.
Pomimo ukonstytuowania się komitetu bolszewickiego bieda powszechna wzmagała się z dnia na dzień, a czynność rewkomu ograniczała się do. Rozpowszechniania rożnych agitacyjnych odezw i ulotek, zachwalających ustrój bolszewicki i przemianowania nazw niektórych ulic i placów miejskich według swego gustu. Następnie zaczęto racjonalizować apteki, fabryki i zakłady przemysłowe.
Pod grozą kary wyznaczona została powszechna zbiorka odzieży, bielizny i produktów żywnościowych, jednak szło to opornie, gdyż ludność nie miała już nic do dania. Po kilku dniach zaczęto mówić o represjach względem „białych” . Zaaresztowano ks. biskupa Romualda Jałbrzykowskiego i kilku innych obywateli.
Ks. Biskupa po trzech dniach wypuszczono
a skutek nalegań szerokich warstw ludności, wśród których aresztowany cieszył się wielką popularnością i miłością. Na liście mających być aresztowanymi w dalszym ciągu znajdowały się nazwiska znanych obywateli w mieście jak: St. Kurcyusza, K. Antosiewicza i wielu innych. W tym czasie zjechała komisja nadzwyczajna do walki z kontrrewolucją, sabotażem, lichwą i spekulacją t.zw. Czrezwyczajka, co wywołało jeszcze większe przygnębienie w mieście. Czrezwyczajka jednak zdążyła ujawnić swoją obecność tylko jednem ogłoszeniem, nawołującym ludność do złożenia polskich marek do Kasy „Rewkomu” pod grozą konfiskaty pieniędzy i kar według wojenno-rewolucyjnego czasu, gdyż armje bolszewickie po bitwach pod Warszawą cofały się już na całej linji. Dnia 21 sierpnia nasza 15 Dywizja piechoty zajęła Zambrów i otrzymała rozkaz uderzyć na Łomże, a następnie przez Kolno osiągnąć granicę pruską, aby odciąć drogę cofającej się 4 armji bolszewickiej. Do zdobycia Łomży, mostów na Narwi i okalających miasto fortów wyznaczone były 59 i 60 p.p. i 1 Dyon 15 p.a.p. W dniu 22 sierpnia o godzinie 12 m. 30 II baon 59 pułku podszedł pod Łomżę. Bolszewicy obsadzili szosy, prowadzące do Śniadowa i Ostrołęki oraz fort IV, w mieście zaś znajdowały się mniejsze oddziały piechoty i kawalerji. Kompanje 5 i 6 po krótkiej wymianie strzałów opanowały fort IV i dworzec wraz z ogromnemi zapasami materjałów wojennych. Jednocześnie komp. 7 i 8 zajęły miasto i doszły do brzegów Narwi.
Dowódca 59 pułku rozkazał
przejść rzekę, wysyłając 1 baon na most żelazny, a II baon na most drewniany, podpalony przez ustępujących bolszewików. Przeznaczone do tego 1, 2, 7 i 8 komp. pod osłoną c.k.m. o godzinie 13 m. 25 ruszyły do natarcia i po brawurowym ataku przeforsowały most żelazny i zajęły fort No 1, biorąc całą załogę do niewoli. Po krótkim, lecz zaciętym oporze pada fort Nr 2 i 3 i nad wieczorem Łomża i okalające ją forty zostały całkowicie zajęte i wystawione zabezpieczenia w wioskach: Piątnicy, Czarnocinie, Elżbiecinie i na szosie do Stawisk.
Według por. W. Szpuleckiego (zarys historji 59 p.p. Wlkp.), ludność miasta brała energiczny udział w walce o Łomżę. Zaledwie ukazała się straż przednia 59 p. p. na przedmieściach miasta rozpoczęli mieszkańcy Łomży na własną rękę walkę uliczną z nieprzyjacielem, wywołując zamęt i popłoch. Do kompanij forsujących mosty  przyłączyły się grupy uzbrojonych mieszkańców, ktorzy brali udział w walce, aż do końca.
Niemniej odznaczyła się młodzież szkolna, donosząc amunicję w największym ogniu c.k.m. W bitwie o Łomżę stracili bolszewicy
około 2000 jeńców, w tem 2 wyższych dowodców, 9 armat, 22 c. k. m., 7 wagonów amunicji, 12 kuchni polowych, wielką ilość sprzętu łączności i taboru o czem wspomina następujący komunikat Sztabu Generalnego z dn. 23 sierpnia 1920 r. ,,59 p. p. zajął po zaciętych walkach w dniu 22 b. m. Łomżę, biorąc parę tysięcy jeńców i ogromną zdobycz dotychczas niezarejestrowaną. Dowódcy w dalszym ciągu meldują jednogłośnie o dzielnej postawie ludności cywilnej, która chwyta za broń i walczy obok żołnierzy” .
Dowódca 59 pułku kpt. Cerklewicz tegoż dnia na rynku miasta został nagrodzony przez gen. Junga, dowodcę 15 Dywizji piechoty, krzyżem Virituti Militari, takież krzyże przedtem otrzymali dowodcy I i II baonu ppor. Owczarski i ppor. Słabęcki.
Zdobycie Łomży odegrało ogromną rolę w całokształcie działań wojennych naszej ofensywy. 4 armja bolszewicka wraz z 3 korp. konnym Gaja, zdołała się przerwać na linji Ciechanow-Mława i szybkim marszem dążyła wzdłuż granicy pruskiej na północ, chcąc wymknąć się otaczającym ją wojskom polskim. Zdobycie Łomży otworzyło 14 i 15 dyw. piechoty drogę na Kolno do granicy, dzięki czemu zdążyły one przeciąć drogę odwrotu nieprzyjaciela. Nie chcąc wpaść w nasze ręce 4 armja bolszewicka przeszła do Prus gdzie ją rozbrojono.
22 sierpnia — dzień walki o Łomżę rok rocznie uroczyście święci pułk 59, jako dzień swojego święta pułkowego, a miasto w dowód wdzięczności za oswobodzenie Łomży od najazdu bolszewickiego wysyła swoich delegatów na święto tego pułku, obchodzone uroczyście w Inowrocławiu.
Jako uplastycznienie . bitwy pod Łomżą w dniu 22 sierpnia 1920 r. i pamiątką dla przyszłych pokoleń w kasynie pułkowym w Inowrocławiu znajduje się olbrzymi obraz, dzieło malarza artysty Wintorowskiego, na którym uwidoczniona jest bitwa o Łomżę: widok miasta, brawurowy atak na most żelazny na Narwi i forsowanie płonącego mostu drewnianego, a wśród zgiełku bitwy postacie cywilnej ludności, śpieszące z pomocą walczącym. O dzielności i ofiarności 59 p. p. świadczy żałobna lista poległych na polu chwały w walce o niepodległość w latach 1919 — 1920, obejmująca nazwiska 10 wyższych szarż i 219 szeregowcow.
Najazd bolszewicki przyczynił miastu olbrzymie straty. Jeden Magistrat został poszkodowany na 2.570.000 marek, straty zaś całego miasta można liczyć na dziesiątki miljonow marek. Aprowidowanie nieprzyjacielskiej armji, rekwizycje, choroby, głód i depresja duchowa były to czynniki, które zwykle hamują rozwój społeczny na czas dłuższy.
Ustąpili bolszewicy, lecz znów przybyło na cmentarzu miejscowym szereg mogił. 26 poległych pogrzebano podczas najścia bolszewikow, a 70 podczas odwrotu. Bolszewicy 7 dowódców swych pogrzebali na placu Pocztowym, skąd jednak po oswobodzeniu Łomży władze miejskie zarządziły przeniesienie ich na cmentarz. Między poległymi za wolność znajdowało się 11 wychowańców gimnazjum łomżyńskiego i 4 członków miejscowego Towarzystwa Wioślarskiego.
Dla uczczenia ich pamięci zostały wmurowane tablice marmurowe z wyrytemi nazwiskami w gmachu gimnazjum i lokalu Towarzystwa. Podczas odsłonięcia tablicy pamiątkowej w lokalu Towarzystwa Wioślarskiego w dniu 3-ym maja 1921 r., w obecności licznie zebranej publiczności, prezydent miasta uczcił poległych następującem przemowieniem: „Dwa szlaki główne prowadziły do głębi Polski: południowo-wschodni przez Lwów i północno-wschodni przez Łomżę.
To też nie było takiego wypadku historycznego, aby ominął nasze miasto. Jadźwingowie z Litwinami i Prusakami, Krzyżacy i Szwedzi, Tatarzy i Moskale, watahy Nalewajki i Chmielnickiego, bandy Lenina i Trockiego -— zalewały Łomżę. Od tysiąca lat Łomża była przedmurzem Rzeczypospolitej i przez szereg wieków mieszkańcy jej dawali przykłady męstwa i poświęcenia. W ciągu tego czasu zmieniło się dużo pokoleń, zmieniły się prawa i zwyczaje i miasto samo, lecz zostało bez zmiany męstwo łomżan, spotęgowała się ich miłość do Ojczyzny.
Stwierdzili to ś. p. Jakubowski, Wajcht, Wądołowski, Zakrzewski. Świadczy o tem cały szereg mogił synów naszego miasta, mogił o których w rożnych ziemiach być może mowią:
oto mogiła nieznanego żołnierza”
Pamiętamy chwilę pełną grozy, gdy rozległo się trwożne wołanie: nieprzyjaciel pod Łomżą, Rzeczpospolita zagrożona i okrzyk narodu: do broni! I Łomżanie, czy w mieście, czy zdala od niego, śpiesznie stają do szeregu, by osłonić piersiami swemi miasto i Rzeczpospolitą. A gdy wraża fala rozbiła się o niezłomną wolę zwycięstwa i ofiarność rycerską — nie wszyscy wrócili w mury starego grodu . . .
Wśród kwietnych niw i złotych zbóż wielu spoczęło snem wiecznym. Nie ujrzeliśmy więcej ś. p. Wajchta, Jakubowskiego, Wądołowskiego, Zakrzewskiego i tylu, tylu innych i ogarnął nas żal serdeczny . . .
A miasto do panteonu bojowników o wolność i niepodległość, do imion Kasztelana Tulnego z roku 1410, Sebastjana Porzysko z roku 1604, Stacha Konwy z roku 1735, Kuleszy i innych z roku 1863, Leona Kaliwody i innych z r. 1918 dołączyło także imiona Jakubowskiego, Wajchta, Wądołowskiego, Zakrzewskiego i innych z roku 1920.
Wierzę, że gdy uspokoją się fale zawieruchy dziejowej, miasto uczci ich widomą oznaką pamięci. Narazie zaś w dniu odsłonięcia tablicy pamiątkowej przez Towarzystwo Wioślarskie w imieniu zarządu miasta składam hołd bohaterom i z głębi serca wołam:

Poległym za wolność cześć!” .

Materiał pochodzi z Podlaskiej Biblioteki Cyfrowej.

509 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Avatar