Wróg ludu.

Wspomnienia „wroga ludu”

Po dwóch latach nieobecności w Łomży w końcu czerwca 1948 r. wracałem do w miasta mojego wojennego dzieciństwa. Wracałem niejako z musu. Ukończyłem w Warszawie klasę siódmą i miałem rozpocząć naukę w miejscowym liceum ogólnokształcącym. Mój nastrój graniczył z rozpaczą. Sprawa dotyczyła mojego ojca, kapitana wojska polskiego, który we wrześniu 1939 r. dostał się do niewoli niemieckiej. Aż do zakończenia wojny przebywał w międzynarodowym obozie jenieckim w Lubece. Po wyzwoleniu tego obozu przez aliantów, już w końcu maja 1946 r. dotarł do Łomży, gdzie razem z mamą przebyliśmy podczas okupacji sowieckiej, a od 22 czerwca 1941 r. pod niemiecką. Po powrocie ojciec został mianowany burmistrzem Łomży. Nie pozostał długo na tym stanowisku gdyż został powołany do czynnej służby. Awansowano go do stopnia majora, a wkrótce do podpułkownika. Był kwatermistrzem Dowództwa Okręgu Wojskowego nr 2 (w skrócie DOW), stacjonującego wtedy w Koszalinie, a od jesieni 1946 r. w Bydgoszczy. Latem 1947 r. przeniesiony został służbowo do Warszawy, do pracy w Ministerstwie Obrony Narodowej, na stanowisku szefa departamentu mundurowo – żywnościowego, z zapowiedzią dalszego awansu.

Mój ojciec nie mógł jednak cieszyć takim zaufaniem i uznaniem sowieckich doradców w ludowym wojsku polskim. Już 27 października 1947 r. został na ulicy aresztowany prze funkcjonariuszy informacji wojskowej, w której szvzególnie panoszyli się sowieccy doradcy, Od samego początku nikt nie zamierzał nawet nam powiedzieć, o co chodzi w tej sprawie Przebąkiwano tylko, że sprawa jest polityczna, i bardzo poważna. Z dnia na dzień, mama, ja i starszy o 7 lat brat Zbyszek, pozostaliśmy bez środków do życia i w co raz okropniejszym stanie psychicznym.

W takim stanie jechaliśmy do Łomży, gdzie zamieszkaliśmy w kamienicy na rogu na Krótkiej i Długiej, u sióstr mamy Wandy i Lilki. Po dwuletniej przerwie znowu spotkałem się z moim bratem ciotecznym Staśkiem Pieńkowskim., synem ciotki Lilki. Do tej samej klasy w liceum zdał właśnie Stasiek. W ten sposób jego koledzy stali się i moimi kolegami. Zapisałem się ponownie do ZHP i latem wyjechaliśmy na obóz hufca łomżyńskiego (i chyba zambrowskiego) w Henrykowie na Śląsku, niedaleko Ziębic. Na rozległej polanie otoczonej starymi dębami i lipami rozstawiliśmy kilkanaście namiotów. W każdym namiocie spało na drewnianych pryczach po kilkunastu harcerzy. Wyżywienie było dobre gdyż pochodziło przeważnie z amerykańskich darów. Komendantem obozu był ksiądz prefekt Bolesław Dobkowski, komendant łomżyńskiego hufca, przedwojenny harcmistrz. Chodziliśmy kilka razy (9 km) do Ziębic, gdzie byliśmy podczas obchodów święta 22 lipca. W manifestacji brało udział wielu Żydów. Nieśli oni transparenty z jakimiś hasłami w języku jidysz. W każdą niedzielę obowiązkowo byliśmy na mszy świętej w starym kościele w Henrykowie. Zwiedzaliśmy to miasteczko śląskie pełne zabytków i starych budowli ponieważ podczas wojny nie było zniszczone. Zwiedziliśmy też Wystawę Ziem Odzyskanych we Wrocławiu, ze słynną iglicą, wizytówką tej wystawy. Sam harcerski obóz mile wspominam do dzisiaj, chociaż zakończył się wielkim zgrzytem, ponieważ nowa ludowa wladza energicznie rozpoczęła zmieniać ZHP w „czerwone harcerstwo”. Podczas końcowego apelu troje instruktorów z kadry obozu (nazwisk nie wymieniam), wypowiedziało posłuszeństwo komendantowi B. Dobkowskiemu, samowolnie przejmując władzę nad obozem. Odbywało się to w bardzo nieprzyjemnej formie, z wyzwiskami i obelgami. Przypuszczam, że celowo to zrobiono podczas trwania obozu, by nie wzbudzać rozgłosu w Łomży. Zapanował ogólny chaos, nie było nawet, co jeść. Wracaliśmy do domów w wagonach towarowych, o przysłowiowym pustym pysku. By to mój drugi i ostatni obóz harcerski. Przy okazji. Na pierwszym obozie byłem latem w 1946 r. z bydgoską chorągwią w Chodzieży.

W sprawie ojca w dalszym ciągu nic konkretnego nie wiedzieliśmy. Brałem udział w różnych zajęciach i rozrywkach, jednocześnie jednak gnębiła mnie obawa o losy aresztowanego ojca. Po wyjeździe z Warszawy odebrano nam trzypokojowe mieszkanie na ul. Grójeckiej oraz skonfiskowano wszystkie bardziej wartościowe meble i rzeczy, łącznie, z co z lepszymi ubraniami. Pozostawiono tylko stół, dwa krzesła i łóżko. Przekwaterowano nas do przedwojennych, obskurnych drewniaków na ul. Księcia Janusza, w dzielnicy na Kole. Przed wojną w tych barakach mieszkali bezrobotni i biedota ówczesnej Warszawy. Ze względu na studia Zbyszka na Akademii Medycznej mama zmuszona była przyjącto mieszkanie. Po naszej przeprowadzce do ciotek w Łomży, w baraku na Kole zamieszkał brat Zbyszek.

Rozpocząłem naukę w szkole średniej. Miałem przed sobą cztery lata nauki w średniej szkole stopnia licelanegow Łomz przy ul. BernatowiczaWkroce zaczęły się tworzyć grupy koleżeńskie. Moimi kolegami oprócz Staśka był Witek Jemielity, Andrzej Schild i Wacek Nowak. Ojciec Wacka, p. Józef Nowak, był uczestnikiem powstania wielkopolksiego i ochotnikiemwwojnie z bolszewikami w 1920 r. Podczs tej wojny jako porucznik został ciężko ranny w twarz. Po II wojnie światowej w Łomży założył dość dużą prywatną hurtownię z artykułami spożywczymi. O dziwo, mieściła się ona w domu Wejrochów, na zapleczu przedwojennego sklepu mego dziadka Władysława.. Wielr razyze Staśkiem Pieńkowskim pomagaliśmy Wackowi Nowakowi w odbiorze różnych towarów do hurtowni. Towary te przychodziły w skrzyniach w wagonie pocztowym pociągu przychodzącego z Warszawy o godzinie pierwszej w nocy. Wacek czekał wtedy na dworcu z jedną lub dwoma dorożkami. Pomagaliśmy mu w załadowaniu tych skrzyń na dorożki a potem przy ichwyładowaniu w hurtowni. Zwykle to trwało do samego rana. Po zakończeniu naszej roboty wypijaliśmy, oczywiście za zgodą p. Józefa Nowaka, buteleczkę dobrego winka. Następnie z kieszeniami pełnymi cukierków wracaliśmy do domu. Nie było to tak często, zwykle miało to miesjce w soboty, a wino piliśmy dopiero, gdy byliśmu już w dziesiątej klasie liceum.

W liceum zaczęliśmy rozglądać się za dziewczynami. Większymi grupami chodziliśmy na spacery, nad rzekę, czasami za miasto. Zimą lubiliśmy jazdę na sankach. W początku lat pięćdziesiątych ubiegłego już wieku ruch na ulicach Łomży był znikomy, swobodnie więc mogliśmy zjeżdżać sankami w dół ulicą Dworną, Senatorską, Kapucyńską, Woziwodzkiej czyMarynarskiej. Zwykle miejscem kontaktowymnaszej grupy chłopców i dziewcząt yło mieszkanie Danki Wejrochówny, starszej córki wujka dr Tadeusza Wejrocha, Danusia uczyła się w równoległej klasie w naszym liceum,wktórym nie często odbywały się szkolne zabawy. Pryzgotowania do nich trwały tygodniami,ale i wspominanie o ch pozstawały na długo.. Czasami robiliśmy prywatki w mieszkaniu wujka Tadka. Warto wspomnieć, że w Łomży w tym czasie byłotylko jedno kino na ul. Nowogrodzkiej. Jako gimnazjaliści mogliśmy oglądać tylko filmy dozwolone, natomiast nas ciekawiły właśnie te niedozwolone.Wyczynem było przedarcie się przez kontrolerów, jakimi byli nasi profesorowie z „budy”. Pamiętam, że największym wyzwaniem był prof. Walery Stankiewicz- Malinowski, szczególnie zawzięty cenzor kinowy.

Nauka nie sprawiała mi większych kłopotów, w klasie byłem najczęściej drugi lub trzeci. Prymusem był zwasze Jurek Czerwonko. Był to chłopak ubiany, chociaż był niskiego wzrostu i otyły. Był jednakpogodny i wesoły. Ze względu na otyłość robilśmy mu różne psikusy. Na jednejprzerwie wsadziliśmy go na wysoki piec, z którego nie mógł zejść. Tak zastała go pani Nożewska, nasza profesorka od matematyki, której wmówiliśmy, że on sam tam wszedł. Jurek był nieprzeciętnie zdolny, chyba o wysokim ilorazie inteligencji. Po maturze straciłem z nim kontakt. Dowiedziałem się, że studiował fizykę nuklearną, bywał na specjalnych szkoleniach zagranicznych, i został profesorem.

W szkole uczyło się sporo kolegów i koleżanek, pochodzących ze wsi. Mieszkali oni albo w wynajętych pokojach, albo dojeżdżali, najczęściej na rowerach z pobliskich miejscowości. Nie przypominam sobie, by ze względu na pochodzenie spotykały ich jakieś szykany, wręcz odwrotnie przyjaźniliśmy się z nimi. Często wyjeżdżaliśmy do nich na wieś, na przykład pojechaliśmy kiedyś rowerami do Wacka Sławińskiego, którego ojciec miał gospodarstwo w Czarnocinie. Przez dwa dni harowaliśmy u niego przy żniwach, ale potem jego ojciec wziął nas na dziką odnogę Narwi na całodzienny połów ryb. Innym kolegą był Henio Najda z Jeziorka, u którego też bywaliśmy. Te wyjazdy na wieś traktowaliśmy, jako atrakcje. W tym czasie nauczyłem się jeździć na rowerze. Kłopot był jednak w tym, że nie stać mnie było na jego kupno, i zwykle jeździłem na pożyczonym.

Ten okres wspominam, jako kiepski. Ojciec nadal był więziony, a my pozostaliśmy praktycznie bez środków do życia. Zbyszek pozostał w Warszawie, studiował medycynę, zamieszkał w mieszkaniu w barakach na Kole. Finansowo pomagał mu wujek Stefan. Mama przeniosła się na stałe do Łomży, mieszkaliśmy u ciotek. Pomimo licznych listów i podań, nie otrzymywaliśmy żadnych wyjaśnień w sprawie ojca. Dopiero w kwietniu 1949 r. mama została poinformowana, że 22 marca 1949 r. wyrokiem Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego ojca skazano na karę śmierci. Ogarnęła nas rozpacz, świat zawalił się nam na głowę. Ojciec cudem uniknąwszy śmierci z rąk Sowietów we wrześniu 1939 r., po przejściu pięcioletniej niewoli niemieckiej, miał być teraz pozbawiony życia przez Polaków. To się nie mieściło w głowie. Mama odchodziła wprost od zmysłów, ja przestałem chodzić na zajęcia do szkoły. Za radą wujka Stefana mama napisała kilka błagalnych próśb o ułaskawienie, między innymi też do Bolesława Bieruta. Dopiero w drugiej połowie maja 1949 r. otrzymaliśmy pismo, że: w wyniku złożonej przez skazanego rewizji, postanowieniem Najwyższego Sądu Wojskowego w Warszawie w dniu 16 maja 1949 r. został zmieniony wyrok kary śmierci na karę 15 lat pozbawienia wolności, z utratą praw publicznych oraz przepadkiem całego mienia. Stała się rzecz niesamowita gdyż ten okrutny i całkowicie bezzasadny wyrok długoletniego więzienia przyjęliśmy jako najwspanialsza wiadomość. Ojciecbędzie żył !To nic, że jako więzień, ale będzie żył. Dowiedzieliśmy się również, że powodem aresztowania i skazania ojca było ”zorganizowanie i działalność w kontrrewolucyjnej organizacji, mającej na celu obalenie siłą ustanowionej władzy zwierzchniej Narodu.”

Po wielu latach po przeczytaniu książki Jerzego Poksińskiego ”TUN” Tatar, Utnik, Nowicki. Represje wobec oficerów wojska polskiego w latach 1949-1956, Wydawnictwo „Bellona”, Warszawa 1992 r. zrozumiałem cały mechanizm sprawy mego ojca. W ramach akcji oczyszczania wojska polskiego z wrogich elementów przez naszego wielkiego sojusznika, ojcu postawiono absurdalny zarzut „zorganizowania i działalności w kontrrewolucyjnej organizacji, mającej na celu obalenie siłą ustanowionych organów władzy zwierzchniej narodu”. Wraz z ojcem aresztowano 17 przedwojennych oficerów z DOW w Bydgoszczy. Ojca podejrzewano nie tylko o zorganizowanie, ale i przewodnictwo tej grupie. Sprawę tę nazwano potem bydgoską, której „architektem” był niejaki płk Dymitr Wozniesienski, wieloletni funkcjonariusz sowieckich służb specjalnych (NKWD i SMIERSZ). W 1944 r. oddelegowano go do ludowego wojska polskiego, w którym od 1945 r. objął stanowisko Szefa Informacji w DOW w Bydgoszczy. W sprawie tej wykonywał skrupulatnie i gorliwie wszystkie dyrektywy płynące z Moskwy. Dzięki temu szybko awansował na stanowisko zastępcy szefa GZI WP (Główny Zarząd Informacji Wojska Polskiego).

Ojciec opowiadał o metodach, jakimi zmuszano go do przyznania się do niepopełnionych zbrodni. Nota bene, J. Poksiński mylnie podał, że sąd skazał ojca na karę 15 lat więzienia. „Podobnie traktowano ppłk Rawę. Podczas śledztwa stał wielokrotnie w wodzie po kilkanaście dni. Nie pozwalano mu wychodzić z celi do ubikacji. Jedzenie otrzymywał, co drugi dzień. Nie dostawał do wglądu protokołów z przesłuchań. Początkowo zaprzeczał wszystkim zarzutom. Wówczas nie sporządzano protokołu. Później, zmaltretowany, mówił, co chcieli ”. Po wyjściu z więzienia ojciec powiedział mi, że głównym powodem jego „ przyznania” się do zarzucanych mu czynów były ustawiczne groźby, że wraz z mamą i bratem zostaniemy wywiezieni „ na wschód”. W ten sposób rozpoczął się okres, że byliśmy rodziną nie tylko rodziną więźnia politycznego lecz również „wrogami ludu”, ludźmi niższej kategorii.

W ciągu najbliższych lat stosowano wobec nasz różne szykany za to, że ojciec był więźniem politycznym. Mieszkaliśmy u ciotek, którym też się nie przelewało, Pracowała tylko ciotka Lilka. Mama cały czas starała się o jakąkolwiek pracę. Na kilka miesięcy dostała po znajomości pracę bufetowej w restauracji, która mieściła się w przedwojennych pomieszczeniach sklepu dziadka Żalka, na rogu ul. Krótkiej i Dwornej. Wkrótce jednak wymówiono mamie tę pracę. Powiedziano jej wtedy (nie na piśmie), że jako żonie „wroga ludu” żadna praca jej się nie należy.

Znaleźliśmy się w rozpaczliwej sytuacji. Trochę pomagał nam wujek Stefan. Zbyszek wtedy studiował, i też był bez grosza. Przez różnych życzliwych znajomych udało się dostać wreszcie mamie pracę chałupniczą, która była oficjalnie zarejestrowana na inną osobę.. Ze spółdzielni mamie wypożyczono do domu stare, drewniane krosno, otrzymywała przędzę wełnianą, z której tkała modne wówczas wełniane szaliki. Była to praca ciężka i mało płatna, ale i to było jakąś ulgą. Tak było przez około półtora roku, potem i tę pracę mama straciła, dlatego, że skończyła się moda na wełniane, samodziałowe szaliki, a także ze względu na naciski władz, którym ktoś doniósł o zatrudnieniu mamy. Potem trochę dorabiała robieniem ludziom na drutach swetrów wełnianych, ale to już były grosze. Odnośnie Zbyszka, rozważano usuniecie go z uczelni, ale ponieważ był on już na trzecim roku, a kraj po wojnie odczuwał olbrzymi brak lekarzy, pozostawiono go. Mnie na razie nie przeszkadzano uczyć się w szkole średniej.

Tak, więc ten okres mojego życia z jednej strony tak przyjemny, jeśli chodzi o naukę, kolegów, chęć do zabaw i przyjemności związanych z wiekiem, z drugiej strony był znowu chudy i głodny. W początkowym okresie wizyty u ojca były zabronione. Przebywał w różnych zakładach karnych: Wronki, Rawicz, Potulice. Mówiono, że są to ciężkie zakłady karne. Były również ograniczenia, jeśli chodzi o listy. Dowiedzieliśmy się (nieoficjalnie), że w procesie ojca aresztowanych było kilkunastu oskarżonych oficerów, ale w prasie nie było na ten temat żadnych wzmianek. Dopiero później, w początkach lat 50-tych ubiegłego wieku odbyło się kilka jawnych procesów politycznych wyższych oficerów wojska polskiego, w których zapadały ciężkie wyroki, włącznie z karą śmierci. Pamiętam, że nie tylko ja, ale i wielu ludzi w tamtych latach było zastraszonych. Należało uważać na to, co się mówi i do kogo. Za opowiadanie na przykład dowcipów nieprzyjaznych władzy lub podważających przyjaźń do „wielkiego brata”, można było trafić do więzienia, a było wówczas dużo i dowcipów i kapusiów. Czuło się wszędzie „ciężką łapę władzy robotniczo- chłopskiej”. I ciekawa rzecz, im większa była kontrola władz, tym więcej powstawało „nieprawomyślnych” kawałów. Wydaje się, że nie ma sensu przytaczać je tutaj, ale jeden bardzo dobrze charakteryzował tamte czasy:

Pewien człowiek codziennie kupował w kiosku Trybunę Ludu, która była organem propagandowym KC PZPR, rzucał okiem na pierwsza stronę, składał gazetę i wyrzucał ją do kosza. Po pewnym czasie kioskarz zapytał się go, dlaczego tak dziwnie przegląda prasę? Na co ów człowiek powiedział, że interesują go wyłącznie nekrologi. Zaraz, zaraz rzekł kioskarz, ale nekrologi są na czwartej stronie. No wie pan, ten, który mnie interesuje na pewno będzie na pierwszej. Wreszcie tego człowieka przymknęła bezpieka i zadała mu podchwytliwe pytanie, kogo miał na myśli. Zaaresztowany człowiek odpowiedział, że oczywiście znienawidzonego Churchilla, na co stróże prawa rzekli- dobra, dobra, już my dobrze wiemy, kogo mieliście na myśli”. Sądzę, że tymi kawałami, pomimo zagrożenia, ludzie odreagowywali poczucie zniewolenia. Sytuacja w Łomży i w całej Polsce była zła. Podstawowe produkty żywnościowe były na kartki. Ciotce Wandzi, która urodziła się w USA przysługiwało obywatelstwo amerykańskie, była teraz zmuszona zrzec się tego obywatelstwa. Ten okres przypomina mi się, jako coś monotonnego, szarego i głodnego. W 1949 r. zmarła babcia Wanda Wejrochowa, matka wujka Tadka i siostra babci Adeli.

A Łomża, no cóż pozostała po wojnie małym, zrujnowanym miastem prowincjonalnym. Większość domów w śródmieściu nosiła ślady zniszczenia. Uszkodzone domy, które nadawały się jeszcze do użytku były łatane i jako tako wykorzystane, inne stopniowo rozbierano do fundamentów i całe śródmieście usiane było pustymi placami. Taki rozległy plac po uprzątniętych ruinach powstał przy ulicy Długiej ciągnąc się od Krótkiej do Starego Rynku. Na tym pustym placu dwa razy tygodniowo odbywały się targi. Rolnicy, jak przed wojną, przyjeżdżali furami z różnymi produktami rolnymi Czasami na tym placu rozbijał swoje namioty przyjezdny cyrk, z karuzelami, menażerią różnych zwierząt, muzyką przez cały dzień i innymi atrakcjami. Corocznie jesienią na pulwach, po lewej stronie drogi do Piątnicy, organizowano powiatową wystawę rolniczą, głównie zwierząt hodowlanych, z karuzelą i strzelnicą. I to były właściwie wszystkie atrakcje tamtej powojennej Łomży, No i było jeszcze kino, w którym wyświetlano przede wszystkim filmy radzieckie..

Malownicze zakola Narwi stanowiły niejako naturalną atrakcję, i to zarówno zimą, jak i latem. Naszym ulubionym miejscem do kąpieli była plaża koło żelaznego mostu. Most ten został 12 września 1944 r. wysadzony w powietrze przez cofające się wojska niemieckie, przejście na drugą stronę rzeki było niemożliwe, brakowało kilka przęseł. Nad nurtem rzeki od strony Piątnicy zwieszały się stalowe resztki mostu, z których co odważniejsi skakali do wody. A skoki takie rzeczywiście były ryzykowne, gdyż na dnie rzeki spoczywało kupa żelastwa. O ile w okresie nauki w liceum miałem czas zapełniony, o tyle w czasie wakacji nie bardzo było, co robić. Oczywiście chodziliśmy nad rzekę, na różne wycieczki piesze i rowerowe poza miasto, czasami do kolegów mieszkających na wsi, aby „rozerwać się przy żniwach”, brak, bowiem pieniędzy nie zezwalał nam na jakieś eskapady. Piszę w liczbie mnogiej „nam”, bowiem Stasiek Pieńkowski, jak i większość kolegów byliśmy w podobnej sytuacji. Jedynie latem w 1949 r. wybraliśmy się we trzech to jest Wacek Nowak, Stasiek i ja „w Polskę” do Gdańska, by zobaczyć Sołdka, pierwszego statku zbudowanego po wojnie w Polsce. Pojechaliśmy na koszt Wacka, a właściwie jego taty, jako nagroda za naszą pomoc w jego hurtowni. Jechaliśmy tam pociągiem dwie doby po to tylko, aby zobaczyć to cudo i zaraz potem, znowu całą dobę z powrotem. Jeszcze w powrotnej drodze „zaliczyliśmy” w Warszawie w dniu 22 lipca uroczyste otwarcie Trasy W-Z. Nocowaliśmy wtedy w mieszkaniu na Kole.

Do wszystkich nauczycieli zwracaliśmy się przez „profesor”. Wychowawcą mojej klasy był pan Walerian Stankiewicz- Malinowski. Był to szczupły, wysoki facet, nosił okulary z grubymi szkłami. Uczył łaciny i historii starożytnej. Był wymagającym nauczycielem, ale często lubił ośmieszyć ucznia przed całą klasą, a zwłaszcza dotyczyło to tych ze wsi. Przez ostatnie dwa lata nauki w liceum mnie przypadał wątpliwy zaszczyt bycia starostą klasy. Wybierałem zawsze miejsce w pierwszych ławkach. Za każdym razem, gdy ktoś coś w klasie zbroił, pan Stankiewicz najpierw mnie brał na spytki, a ja wymawiałem się, że jak siedzę w pierwszej ławce to nie widziałem, co zdarzyło się tam z tyłu. Czasami to zdawało nawet egzamin. Język polski miała początkowo pani Czyżewska. Była to drobna, przygarbiona, szczupła pani, którą przezywaliśmy „Kociuba”. Ciotka Wanda mówiła mi, że kiedyś podobno była przelotną sympatia dziadka Żalka, ale według mnie nie było to takie pewne. Starsza pani źle widziała, zwłaszcza, gdy założyła okulary, natomiast słuch miała doskonały. W ostatnich dwóch latach język polski i literaturę wykładała pani Wysłouch. Jej syn Wiktor zwany Orciem, był o rok wyżej ode mnie, razem byliśmy na obozie harcerskim w Henrykowie. W czasie studiów często spotykaliśmy się w Warszawie. Jego mama pochodziła z zasłużonej rodziny polskich pedagogów, i rzeczywiście uczyła doskonale. W ostatniej, maturalnej klasie pod jej kierunkiem nasz rok wystawił amatorsko sztukę Leona Kruczkowskiego- Niemcy. Prof. Aleksander Świderski zajął się dekoracjami i charakteryzację aktorów. Rolę prof. Sonnebrucha zagrał Jurek Czerwonko, jego żonę, nieżyjąca już Zosia Kraszewska, Willego- Andrzej Schild, żandarma- Andrzej Góralski, niemieckiego gospodarza -Janusz Wszeborowski, rolę Joachima Petersa zagrał autor niniejszych wspomnień Sztukę tę wystawialiśmy kilkakrotnie w naszej szkole oraz w kilku innych szkołach w Łomży. Pamiętam, że branie udziału w tej sztuce traktowaliśmy jako wielkie wyróżnienie.

Pociesznym nauczycielem był pan Jan Wnorowski wykładający biologię, w późniejszym okresie, już po ukończeniu przeze mnie liceum został dyrektorem. Miał zwyczaj strofować uczniów powiedzeniem: „Co się tak kręcisz, jakbyś miał owsiki”. W czasie mojej nauki dyrektorem był pan Kiełczewski, zawsze szarmancki, lubił chodzić w bryczesach i w oficerskich butach z cholewami. Wychowanie fizyczne prowadził pan Stefan Werczyński Był uczestnikiem walk w siłach zbrojnych na zachodzie, oprócz WF uczył również języka angielskiego. Ogólnie można powiedzieć, że kadra nauczycielska nie była najgorsza i jakoś dawaliśmy sobie z nimi radę. Stosunkowo najlepiej szły mi przedmioty humanistyczne i biologia, natomiast nauki ścisłe nie cieszyły się moją sympatią.

Ciotka Wandzia uważana była przez nas za starą pannę i właściwie taką była, ale rok 1950 zaczął się do niej uśmiechać facet, pracujący w PKS-ie. przy dystrybucji paliw. Biura PKS-u znajdowały się wówczas w jednym z mieszkań w domu Wejrochów na trzecim piętrze. Nazywał się Włodzimierz Grygorjew. Wandzia odpowiadała na jego umizgi i tak powoli zaczęli się spotykać, aż wreszcie pobrali się. On pochodził z Suwałk, gdzie mieszkała jego matka i dwie niezamężne siostry. Był to prosty człowiek, miał wykształcenie podstawowe, był jednak bardzo oczytany- pasjami czytał książki. Na terenie PKS-u zajmował się społecznie kolportowaniem książek i jako premie za to zgromadził olbrzymią bibliotekę wszystkich wydawanych wówczas książek z literatury polskiej i obcej. Po ślubie zamieszkał u nas. Okazał się bardzo miłym, poczciwym i ogólnie lubianym człowiekiem. Wanda na niego mówiła Włodzik, my też. Wandzia w tym czasie stała się bardzo tęga, chorowała na cukrzycę. Z domu praktycznie nie wychodziła, siedząc w domu była ciekawa wszystkiego, co się w Łomży działo. My, to znaczy Stasiek, Zbyszek i ja traktowaliśmy ją jak prawdziwą ciotkę. Włodek, oprócz walorów swojego charakteru miał i tą niewątpliwą dla nas (to jest dla Staśka i dla mnie), że posiadał rower, który nam sprezentował. Była to nowa „półbalonówka” i dopiero teraz mogliśmy sobie ze Staśkiem (niestety na zmianę) jeździć po Łomży i okolicy.

Zbyszek w 1951 r. otrzymał dyplom lekarza medycyny i rozpoczął pracę w szpitalu w Łomży na oddziale chirurgicznym. W tym samym roku ożenił się z koleżanką z liceum. W rok później urodziła im się pierwsza córka Małgosia. I tak zostałem prawdziwym wujkiem. Ja w związku z tym, że Zbyszek zaczął pracować w szpitalu miałem pewne fory w szkole, gdyż profesor Stankiewicz wysyłał mnie czasami do niego po recepty dla swojej żony.

Przez pierwsze dwa lata nauki w liceum klasy były koedukacyjne, a potem stworzono osobno klasy dla dziewczyn i osobno dla chłopców i aby podział ten był pełniejszy klasy te były na innych piętrach. Chyba od tego czasu zaczęły się w szkole jakieś flirty i sympatie. Moją sympatią była Basia Nożewska z klasy równoległej. Z mojej strony było to uczucie platoniczne i zupełnie nieodwzajemnione. Z tego powodu byłem raz szczęśliwy, innym razem „zrozpaczony”.

W 1951 r. hurtownia pana Nowaka została upaństwowiona, to znaczy po prostu zagrabiona, a on był szykanowany i zachodziła obawa, że całe jego mienie też zostanie skonfiskowane. Państwo Nowakowie mieszkali niedaleko, na ul. Długiej. W związku z tym niektóre cenniejsze przedmioty i ubrania przeniesiono na przechowanie do naszego mieszkania na Krótkiej. Między innymi było tam ich radio, sprzęt wówczas bardzo rzadki. Myśmy wtedy jeszcze radia nie mieli, jedynie głośnik z kablem tzw. „kołchoźnik”, na którym można było słuchać chrapliwej muzyki i audycje jednej tylko rozgłośni. Wacek często przychodził do nas, wyciągaliśmy z ukrycia jego radio i wtedy mogliśmy słuchać innych rozgłośni, w tym muzyki zachodniej i amerykańskiej. Do konfiskaty mienia u państwa Nowaków ostatecznie nie doszło i po pewnym czasie mogli oni z powrotem zabrać swoje rzeczy.

Jesienią 1951 r. wezwano mnie na komisję poborową. Ze względu na wzrok nie zostałem zakwalifikowany do służby wojskowej. Potem Zbyszek dowiedział się od znajomych lekarzy biorących udział w tych badaniach, że „czynniki polityczne” były bardzo niezadowolone, gdyż ze względu na ojca, miałem być skierowany do karnych batalionów pracy w ciężkich warunkach w kopalniach węgla. Wacek, który stawał ze mną razem na tej samej komisji nie miał tyle co ja „szczęścia” i z powodu swojego ojca (był elementem wrogim bo jego ojciec walczył z bolszewikami i miał dużą hurtownię) został tam skierowany. Po maturze przez przeszło dwa lata ciężko pracował w kopalni, niby jako żołnierz, ale praktycznie jako niewolnik. Z tych ciężkich robót został po około dwóch latach zwolniony wcześniej tylko dlatego, że pod ziemią uległ ciężkiemu wypadkowi ze złamaniem miednicy. A mnie się upiekło jak na razie.

Wiosną 1951 r.w liceum wybuchła afera. Niektórzy uczniowie z klas starszych (maturalnych) założyli kółko literackie. Ktoś o tym doniósł do władz i Urząd Bezpieczeństwa wszystkich ich zaaresztował. Śledztwo trwało kilka tygodni, władze koniecznie chciały się dopatrzyć wywrotowej działalności politycznej, (zupełnie jak za czasów Mickiewicza w Wilnie). W końcu przed ich maturą zostali zwolnieni. W szkole jednak pozostało nieprzyjemne wrażenie obecności donosicieli. Po długich namysłach zapiałem się do ZMP, organizacji wzorującej się na radzieckim Komsomole. Obserwując otaczającą mnie rzeczywistość miałem uzasadnione obawy, co do zapatrywania się władz odnośnie moich przyszłych studiów.

Jeszcze przed maturą, wczesną wiosną 1952 r. należało wypełnić w szkole różne ankiety i zdecydować się, co do kierunku studiów. Zastanawiałem się bardzo długo. W końcu wybrałem SGGW (Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego) w Warszawie wydział technologii drewna. W tym wyborze kierowałem się nie tyle moimi zamiłowaniami, co faktem, że na ten kierunek studiów było mniej chętnych niż miejsc. Liczyłem na to, że jeśli zdam egzamin, to może dostanę się na ten wydział. Wczesną wiosną poszedłem w jakiejś sprawie do Danusi Wejrochówny. Nie było jej w domu, ale był wujek Tadek. Zaprosił mnie do swojego gabinetu na długa rozmowę. Wypytywał o moje dalsze plany, skrzywił się, gdy powiedziałem mu o wyborze SGGW, napomknął, że najlepiej byłoby studiować medycynę, ale zgodził się ze mną, że w mojej sytuacji jest to niemożliwe. Wujek wyglądał mizernie, był blady, często kasłał. Było już wiadomo, że choruje na gruźlicę płuc. Wspominał, że wkrótce wyjedzie do sanatorium w Otwocku, z czym wiązał nadzieję na poprawę stanu swego zdrowia. Niestety, była to moja ostania z nim rozmowa, wkrótce bowiem nadeszła wiadomość, że wystąpił u niego w szpitalu w Warszawie masywny krwotok płucny, i wujek zmarł.

Był dla mnie jakby drugim ojcem, od wielu lat miałem z nim bliskie i serdeczne kontakty, bardzo go szanowałem i lubiłem i zawsze miałem świadomość, że te uczucia były odwzajemnione. W całej rodzinie zapanowała żałoba. Umarł młodo, miał zaledwie 56 lat, zginął niejako na posterunku, ratując ludzi chorych na gruźlicę, sam poniósłszy najwyższą ofiarę. Na jego pogrzeb przyszło chyba pół Łomży. W modłach uczestniczyło wielu księży, gdyż przez wiele lat wujek był lekarzem Kurii Biskupiej. Na znak solidarności z Danusią na pogrzeb przyszły wszystkie klasy maturalne z naszego liceum. Trumna została złożona w rodzinnym grobowcu Wejrochów, obok jego rodziców i córki Wandzi.

Życie potoczyło się dalej. Stasiek Pieńkowski już w połowie jedenastej klasy zrezygnował ze zdawania matury, właściwie zupełnie nie wiem, dlaczego, ponieważ uczył się słabo, ale nie najgorzej w klasie. Matury nie zdawał. Otrzymał tylko zaświadczenie o ukończeniu nauki w szkole średniej. Było to bardzo bolesne dla jego matki, ciotki Lilki

W starych dokumentach znalazłem osobliwą fotografię. Na jej odwrocie widnieje data 13 kwiecień 1951 r. Całą klasą idziemy na stadion ćwiczyć strzelanie z kbks. Na czele kolumny dwóch uczniów niesie transparent, ten z lewej to Bolek Kotowski, a z prawej ja. Na transparencie widoczny napis: „Każdy dobry wynik w strzelaniu to mocny cios w podżegacza wojennego”.

Dzisiaj, taki napis budziłby, co najmniej zdziwienie, jeśli nie śmiech. W tamtych latach PRL-u hasła tej treści były widoczne na każdym kroku.

Zbliżała się matura. Przedtem odbyła się w szkole huczna, jak na tamte czasy studniówka. Dziewczyny wyhaftowały nam na czapkach ozdoby w postaci podkowy i jakieś litery, nie pamiętam, jakie. Moją czapkę wyszywała Basia, czym byłem „wniebowzięty”. Uczyliśmy się w grupach po kilka osób. W mojej grupie były trzy dziewczyny i ja jeden: Basia Nożewska, Zosia Kraszewska i Helenka Grabowska. Początkowo uczyliśmy się u Zosi, a potem przenieśliśmy się do Helenki. Pamięta, że jej rodzice bardzo się o nas troszczyli, można nawet powiedzieć, że w tych ciężkich czasach wręcz dogadzali nam ( tata Helenki prowadził zakład masarski). W pierwszym okresie uczyliśmy się razem całymi dniami, a na noc rozchodziliśmy do swoich domów, potem pozostawaliśmy u Helenki również na noc. Wbrew pozorom, może dlatego, że byłem jeden, a dziewczyn było trzy, nie było nawet myśli o jakimkolwiek seksie, ale może i dlatego że wszyscy mieliśmy przed maturą wielkiego stracha.

I wreszcie przyszedł czas pisemnej matury z języka polskiego. W długim korytarzu rozstawione były krzesła i stoliki w takiej odległości, aby nie można było ściągać. Na samym wstępie egzaminu powstał u nie poważny problem. Polecono nam na samej górze napisać tytuł. „Egzamin dojrzałości”. No dobrze, ale jak się pisze „dojrzałość”, rz czy ż . Po prostu powstała w głowie jakaś pustka. Zacząłem sobie wyobrażać, jaka to będzie wpadka na samym początku pracy pisemnej, gdy napiszę nieprawidłowo. Na razie opuściłem tytuł, pisząc dalej swoją pracę. Sam temat nie był zbyt trudny i pisało mi się nieźle. W połowie pisania przyszło olśnienie i tytuł napisałem prawidłowo. W trakcie pisania pracy maturalnej nauczyciele starali się, co słabszym uczniom podpowiadać, nawet ksiądz katecheta podrzucał ściągi z rękawa. Z pracy pisemnej otrzymałem 4+, pozostałe egzaminy poszły mi też zupełnie dobrze, ogólna ocena na świadectwie maturalnym 4+. Po zdanych wszystkich egzaminach i po rozdaniu świadectw maturalnych poczuliśmy się bardzo dorośli, odbył się, niestety już ostatni w „budzie” bal maturalny. Mogliśmy już jawnie palić papierosy (przedtem chowaliśmy się z paleniem po kątach). Na balu było również wino, a co poniektórzy przemycili trochę wódki.

Tak, więc staliśmy się dorosłymi ludźmi. Na przełomie maja i czerwca 1952 r. powstał problem, co robić z wolnym czasem. Chciałem gdzieś wyjechać, zobaczyć kawałek Polski. Jakiekolwiek jednak plany wyjazdowe rozbijały się o absolutny brak gotówki. W tej samej sytuacji byli również prawie wszyscy moi koledzy. W tym czasie odbywał się w Warszawie międzynarodowy zlot młodzieży socjalistycznej (coś w tym rodzaju- dokładnej nazwy nie pamiętam). O wyjeździe na zjazd nie mogliśmy nawet marzyć. Władze państwowe na temat tego zjazdu trąbiły od rana do wieczora, całymi dniami nadawano w radiu tylko piosenki „zjazdowe”. I wtedy powstał w naszych dorosłych już głowach szatański pomysł. Wymyśliliśmy, że w grupie chyba dwunastu świeżych absolwentów Liceum Ogólnokształcącego podejmiemy „zobowiązanie zlotowe”, aby rowerami pojechać na przyłączoną do Polski Ziemię Warmii i Mazur, prowadząc w licznych tam PGR-ach kampanię propagandową. Z pomysłem tym poszliśmy do Zarządu Powiatowego ZMP i o dziwo pomysł ten zyskał aprobatę władz. Otrzymaliśmy wszelkie pełnomocnictwa i różne broszury oraz chyba niewielkie fundusze. Ze szkoły wypożyczono nam jednakowe stroje gimnastyczne i dresy i wyruszyliśmy rowerami peletonem z Łomży. Pierwszą noc spędziliśmy u kolegi Wacka Sławińskiego w Czarnocinie, spaliśmy na sianie On też dalej pojechał z nami. Mieliśmy dość dokładną mapę Warmii i Mazur z zaznaczonymi co większymi PGR-mi na tym terenie. Dalszą trasę planowaliśmy tak, aby we wczesnych godzinach popołudniowych (koniecznie przed obiadem) zajechać do PGR. Tam meldowaliśmy się w zarządzie, okazywaliśmy nasze pełnomocnictwa, zarząd (pomimo żniw!) zwoływał zebranie ogólne pracowników, a my pletliśmy im różne bzdury propagandowe. Szczególnie wygadany był Tadzio Przychodzeń (został później prokuratorem), no i ja też nieźle „nawijałem”. Zdezorientowani pracownicy zwykle zgłaszali nam różne skargi i bolączki, a czasem i potajemne donosy. My to skrzętnie spisywaliśmy, obiecując, że zgłosimy to do odpowiednich władz. Po zebraniu byliśmy proszeni na obiad, potem szliśmy w pole trochę „pomagać w ramach zobowiązania zlotowego” Wieczorem była kolacja i spanie albo w pustej świetlicy, albo w stodołach na sianie. Rano częstowano nas śniadaniem, a my mając napięty harmonogram- jechaliśmy około 11-ej dalej. do następnego gospodarstwa. Na postojach po drodze przeglądaliśmy, głównie anonimowe donosy i zażalenia, i po prostu paliliśmy je. Inne, na przykład słuszne naszym zdaniem skargi pracowników staraliśmy się przekazać władzom powiatowy, ale nie zawsze. Mniej więcej w ten sposób zjechaliśmy prawie całe Mazury. Trasa wiodła przez Kolno, Pisz, Szczytno, Olsztyn, Giżycko znowu Kolno i powrót do Łomży. W sumie byliśmy w podróży około 2 tygodni. Staraliśmy się jechać bocznymi drogami i ze względu na obecność tam PGR-ów i ze względu na przepiękne, malownicze trasy, na których praktycznie nie było prawie żadnego ruchu. Te boczne szosy obsadzone były dorodnymi drzewami czereśniowymi, które akurat owocowały. Widok ich był niesamowity, nie spotykany na drogach wokół Łomży. Soczyste owoce jedliśmy pełnymi garściami. Zwykle przy mijaniu malowniczych jezior, robiliśmy sobie przerwę w podróży, aby się wykąpać. W mijanych większych miastach zostawialiśmy nasze rowery w siedzibach ZMP, a sami zwiedzaliśmy miasta. Odwiedziliśmy w sumie kilkanaście gospodarstw rolnych i ani razu nikt z kierownictwa tych gospodarstw nie odważył się odmówić nam gościny, taka to była potęga odpowiednich papierków. Pogoda była wspaniała, ani za gorąco, ani za zimno. Wróciliśmy do domu zmęczeni, ale zadowoleni. Po obliczeniu naszych wydatków okazało się, że każdy z nas wydał na tę wycieczkę po 7 złotych na piwo w Kolnie. I było to nasze ostatnie pożegnanie z „budą” i z kolegami. Moja miłość do Basi Nożewskiej umarła śmiercią naturalną, jak wszystkie uczucia sztubackie, i pozostaje w sferze wspomnień o czasie przeszłym.

Wkrótce większość z nas rozjechała się do różnych miast, aby próbować szczęścia na egzaminach wstępnych do uczelni. Jak już wspomniałem, ja złożyłem swoje dokumenty na SGGW w Warszawie. Wybór Warszawy podyktowany był tym, że po ukończeniu studiów przez Zbyszka, mieszkanie na Kole było wolne. Przystępując do egzaminów byłem dobrej myśli, ponieważ wydział technologii drewna nie był zbyt mocno oblegany. Niemniej gdzieś na dnie czaiła się obawa, czy „jedynie słuszna władza robotniczo- chłopska” zezwoli mi na studia. Egzamin pisemny i ustny zdałem pomyślnie Trzeciego dnia po egzaminach pojechałem do rektoratu uczelni na ulicę Rakowiecką. Przed tablicą z wywieszonymi listami przyjętych na studia panował tłok. Gdy wreszcie docisnąłem się do tablicy ogłoszeń zobaczyłem swoje nazwisko wśród czterech jeszcze innych nazwisk na liście osób, które wprawdzie zdały pomyślnie egzamin, ale nie zostały przyjęte z powodu braku miejsc. Była to absolutna bzdura, gdyż obok wisiała lista około 80 nazwisk osób, które zdały i zostały przyjęte, oraz druga lista ok. 120 osób, które zdały na inne wydziały, ale ze względu na brak miejsc na tamtych wydziałach mogły się ubiegać o przyjęcie na wolne jeszcze miejsca na technologii drewna. I znowu świat mi się zawalił. Pamiętam, że poszedłem do dziekanatu, aby wyjaśniono mi tą niedorzeczność, ale pan dziekan, jak obejrzał moje papiery kazał mi wyjść za drzwi, dodając że dla takich jak ja nie ma miejsca w SGGW. Wpadłem w rozpacz, moje marzenia co do dalszych studiów wyższych legły w gruzach. Kilka dni potem przez Zbyszka zgłosiłem się do jego kolegi, który był adiunktem na technologii drewna i on pokazał mi moje papiery z Łomży, na których na ukos widniał zamaszysty napis „wróg klasowy, nie przyjmować na żadne studia wyższe” i podpis i pieczęć Komitetu Powiatowego PZPR w Łomży. Kolega Zbyszka próbował jeszcze jakichś interwencji, ale skazane one były z góry na niepowodzenie. Zdesperowany wróciłem do Łomży zupełnie nie wiedząc, co p dalej robić..

Dalsze pozostawanie w Łomży nie miało żadnego sensu. Było zupełnie oczywiste, że „jedynie słuszna władza robotniczo- chłopska” nie „wrogowi klasowemu” na jakiekolwiek studia wyższe. W tej sytuacji przeniosłem się na stałe do Warszawy. Zamieszkałem w tak uprzednio pogardzanych barakach na Kole. Rozpocząłem pracę kasjera w Spółdzielni produkującej sztuczne podeszwy do butów. W 1953 r., dostałem się do Akademii Medycznej w Warszawie, którą ukończyłem w 1961r. już bez piętna „wroga ludu” gdyż udało mi się zataić sprawę ojca. Napisałem w obszernej ankiecie, że ojciec mój zginął w czasie wojny, Już na marginesie dodam, że w 1957 r. ojciec, po dziesięciu latach więzienia, wyszedł na wolność, potem został zrehabilitowany i przywrócony do stopnia oficerskiego. Ponadto wypłacono mu odszkodowanie za niesłuszny pobyt w więzieniu. Otrzymał też wysoką emeryturę wojskową, a ja od tego czasu stałem się normalnym człowiekiem, obywatelem Polski, jeszcze nie takiej, jaką bym chciał, ale nie byłem już „wrogiem ludu”.

 

 

1. Janina Rawa, mama. (1938 r)

2. Mieczysław Rawa, ojciec (1938 r)

3. Nad Narwią, na górze Królowej Bony

od lewej: T. Rawa, S. Pieńkowski, W. Nowak (lato 1950 r)

4. Zabawy na pulwach, stoi T. Rawa, klęczy S. Pieńkowski (zima 1951 r.)

5. Wymarsz na strzelnicę z transparentem:” Każdy dobry wynik w strzelaniu to

mocny cios w podżegacza wojennego ”Transparent niosą: T.Rawa i B. Ktowski.

(kwiecień 1951 r)

6. Scena z „Niemców” (wiosna 1952r)

7. Zdjęcie grupowe autorów „Niemców” wraz z profesurą: od lewej: prof. Świderski,

dyr, Kiełczewski, prof. Wysłouch i prof.. Dzieniszewski

8. Zdjęcie klasy 11 b. w środku siedzi prof. Stankierwicz Malinowski.

9. Nad Narwią k. żelaznego mostu lato 1951 r.

10. Zniszczony żelazny most.

Tadeusz Rawa

Białystok, 10 kwiecień 2011 r.

 

 

 

 

 

1835 Ogólnie 3 Dziś
  
 

3 Komentarzy

  1. 8 czerwca 2011  4:46 przez Janek Szablowski Odpowiedz

    Wielu cierpiało za Polskę, byli "wrogami" przez dziesiątki lat, a teraz ci którzy reprezentowali "słuszną władzę",byli oprawcy, nawołują "przestańcie jątrzyć, skończcie z lustracją"!!!
    Nie można zapomnieć, należy przywrócić cześć, honor tym którzy byli niezłomni, upokarzani, skazani na śmierć!!!

  2. Adam Sobolewski
    10 czerwca 2011  14:32 przez Adam Sobolewski Odpowiedz

    Scisle tajne Moskwa
    Jest to tlumaczenie z jezyka rosyjskiego instrukcji, znalezionej w
    kancelarii Boleslawa Bieruta, pierwszego powojennego prezydenta PRL -
    Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Z tekstu jasno wynika, ze jest to
    instrukcja przeznaczona dla placowki KGB w ambasadzie sowieckiej w
    Warszawie, ktora jakimis drogami dotarla do owczesnych wladz
    komunistycznych PRL.
    Byc moze zreszta ze drogi nie byly zbyt krete, przeciez B. Bierut to
    przedwojenny agent NKWD. Nie to zreszta jest najwazniejsze.
    Najwazniejsza jest tresc tej instrukcji pochodzacej z 1947 roku. Lektura 45
    punktow nakazujacych totalne podporzadkowanie kraju interesom
    osciennego mocarstwa, zniszczenie gospodarki, samodzielnosci
    spoleczenstwa i wszelkiej inicjatywy jednostek, budzi groze. Tak jak groze
    budza dzis u wielu obserwatorow Polski skutki komunistycznych rzadow
    po 45 latach. Publikowany tekst ukazuje wazna przyczyne tego stanu
    rzeczy.
    Scisle tajne, Moskwa, 2.VI.1947r., KAA/OC 113
    NSTRUKCJA NK/003/47
    1. W gmachu ambasady nie naley przyjmowac adnych informatorów
    terenowych rekrutujacych sie z krajowców. Spotkanie z tymi ludzmi
    organizuja nasze słuby specjalne w miejscach publicznych. Informacje
    przyjmuje ambasada za posrednictwem naszych słub specjalnych.
    2. Naley szczególnie zadbac o to, aby nie było adnych kontaktów
    pomiedzy naszym wojskiem a ludnoscia cywilna kraju. Niedopuszczalne
    jest składanie wizyt w domach krajowców przez nasza kadre oficerska, ani
    nawiazywanie kontaktów przez naszych ołnierzy szeregowych z
    miejscowymi kobietami, ludnoscia lub ołnierzami krajowców.
    3. Przyspieszyc likwidacje krajowców zwiazanych z KPP, PPS,
    Walterowców, KZMP AK i BCh i innych ugrupowan, które powstały bez
    naszej inspiracji. Wykorzystac w tym celu fakt istnienia zbrojnej opozycji.
    4. Dopilnowac, aby do wszystkich akcji bojowych w pierwszej kolejnosci
    kierowac ołnierzy, którzy przed wstapieniem do Armii Kosciuszkowskiej
    Strona 1
    Scisle tajne Moskwa
    przebywali na naszym terytorium. Doprowadzic do ich całkowitej
    likwidacji.
    5. Przyspieszyc zjednoczenie wszystkich partii w jedna organizacje i
    dopilnowac, aby wszystkie kluczowe stanowiska obsadzone były przez
    ludzi zatwierdzonych przez nasze słuby specjalne.
    6. Doprowadzic do połaczenia całego ruchu młodzieowego w jedna
    organizacje, a stanowiska od szczebla powiatowego wzwy obsadzic przez
    ludzi zatwierdzonych przez nasze słuby specjalne. Do czasu zjednoczenia
    zlikwidowac znanych przywódców harcerstwa.
    7. Spowodowac i dopilnowac, aby delegaci wyznaczeni na zjazdy partyjne
    nie zachowali mandatów na okres kadencji wybranych przez siebie władz
    partyjnych. W adnym wypadku delegaci nie moga zwoływac posiedzen
    miedzyzakładowych. W razie koniecznosci zwołania takiego posiedzenia
    naley wyeliminowac ludzi, którzy wykazali sie aktywnoscia w
    wysuwaniu koncepcji postulatów. Na kady nastepny zjazd wybierac
    nowych kandydatów (ruchowo), tylko wytypowanych przez nasze słuby
    specjalne.
    8. Naley zwrócic baczna uwage na ludzi wyróniajacych sie zmysłem
    organizacyjnym, umiejacych sobie jednac popularnosc. Ludzi takich
    naley pozyskac, a w razie odmowy nie dopuszczac do wyszych
    stanowisk.
    9. Doprowadzic do tego, aby pracownicy na stanowiskach panstwowych (z
    wyjatkiem słub scigania i pracowników przemysłu wydobywczego)
    otrzymywali niskie pobory. Dotyczy to w szczególnosci słuby zdrowia,
    wymiaru sprawiedliwosci, oswiaty i kierowników rónych szczebli.
    10. Do wszystkich organów władzy i wiekszosci zakładów pracy
    wprowadzic ludzi współpracujacych z naszymi słubami specjalnymi (bez
    wiedzy władz krajowych).
    11. Naley zwrócic szczególna uwage, aby prasa krajowców nie podawała
    Strona 2
    Scisle tajne Moskwa
    sumarycznych ilosci rodzajów towarów wysyłanych do naszego kraju. Nie
    mona te równie nazwac to handlem. Naley dopilnowac, aby prasa
    krajowa podkreslała ilosc towarów wysyłanych przez nas do krajowców,
    ale wspominała, e to w ramach wymiany handlowej.
    12. Wpłynac na władze krajowców, aby nabywcy ziemi, parceli i gruntów
    nie otrzymywali aktów własnosci, a jedynie akty nadania.
    13. Ukierunkowac polityke w stosunku do rolnictwa indywidualnego tak,
    aby prowadzenie gospodarstw stało sie nieopłacalne, a wydajnosc jak
    najmniejsza. W nastepnej kolejnosci przystapic do kolektywizacji wsi. W
    razie wystapienia silniejszej opozycji naley zmniejszyc dostawy srodków
    produkcji dla wsi i zwiekszyc powinnosc wobec panstwa. Jeeli to nie
    pomoe, spowodowac, aby rolnictwo nie dawało pełnego pokrycia potrzeb
    ywnosciowych kraju i oprzec wyywienie na imporcie.
    14. Spowodowac, aby wszystkie zarzadzenia i akty prawne, gospodarcze,
    organizacyjne (z wyjatkiem wojskowych) nie były precyzyjne.
    15. Spowodowac, aby dla kadej sprawy powoływano kilka komisji,
    urzedów, instytucji społecznych, ale adna z nich nie powinna miec prawa
    podejmowania ostatecznej decyzji bez konsultacji z pozostałymi (nie
    dotyczy przemysłu wydobywczego).
    16. Samorzady w zakładach pracy nie moga miec adnego wpływu na
    kierunek działania przedsiebiorstw. Moga sie zajmowac jedynie sposobem
    wykonywania zleconych zadan.
    17. Zwiazki zawodowe nie moga miec moliwosci sprzeciwu wobec
    polecen dyrekcji. Obciayc zwiazki inna praca, jak organizowanie
    wczasów, zaopatrzenia, działalnosci rozrywkowej i oswiatowej, wycieczki
    oraz rozprowadzanie atrakcyjnych towarów, potwierdzanie opinii i decyzji
    władz politycznych.
    18. Naley spowodowac, aby awansowano tylko tych pracowników i
    kierowników, którzy wzorowo wykonuja przydzielone im zadania i nie
    Strona 3
    Scisle tajne Moskwa
    wykazuja skłonnosci do analizowania spraw wychodzacych poza te
    działania.
    19. Krajowcom na stanowiskach partyjnych, panstwowych i
    gospodarczych naley stworzyc warunki do działan, które beda
    kompromitowac ich w oczach podwładnych i zamykac im powrót do
    srodowisk, z których pochodza.
    20. Kadrze oficerskiej rekrutujacej sie z krajowców mona powierzac
    odpowiednie stanowiska pod warunkiem, e sa tam ju nasze słuby
    specjalne.
    21. Otoczyc szczególnym nadzorem ilosci amunicji do wszystkich
    rodzajów broni, z kadego arsenału akcyjnego i cwiczen w ostrym
    strzelaniu prowadzic swoiste rozliczenia.
    22. Objac szczególnym nadzorem wszelkie laboratoria i instytucje
    naukowo-badawcze.
    23. Naley zwrócic szczególna uwage na ruch racjonalizatorski i
    wynalazczy, rozwijac go i popierac, ale wszystkie odkrycia dokładnie
    rejestrowac i zapisem przekazywac do centrali. Dopuszczac do realizacji
    tylko te wynalazki, które przydatne sa w przemysle wydobywczym,
    wstepnej obróbki i okreslone w specjalnej instrukcji. Nie moga byc
    realizowane te odkrycia, które mogłyby doprowadzic do wzrostu produkcji
    kosztem ograniczenia wydobycia surowców lub zaniechania zalecanych
    działan. W wypadku głosnych odkryc spowodowac ich sprzedanie za
    granice. Nie dopuszczac do publikacji zawierajacych wartosci i opisy
    wynalazków.
    24. Spowodowac zakłócenia w punktualnosci transportów (z wyjatkiem
    transportu okreslonego w instrukcji NK 552-46).
    25. Inspirowac zwoływanie narad srodowiskowych i problemowych,
    zbierac stawiane tam wnioski i propozycje, rejestrowac wnioskodawców, a
    realizowac linie okreslona w instrukcjach.
    Strona 4
    Scisle tajne Moskwa
    26. Spopularyzowac wywiady z ludzmi pracy na aktualne tematy
    produkcyjne, w których zawarta jest krytyka przeszłosci lub lokalnego
    bałaganu, ale nie doprowadzac do likwidacji przyczyn krytykowanych
    zjawisk.
    27. Wystapienia publiczne władz krajowców moga zawierac akcenty
    narodowe i historyczne, ale nie moga prowadzic do zjednoczenia ducha
    narodu.
    28. Zwrócic baczna uwage, czy w odbudowywanych i nowych wiekszych
    miastach i osiedlach nie budowano ujec wodnych niezalenych od głównej
    sieci wodociagowej. Stare ujecia wodne i studnie uliczne systematycznie
    likwidowac.
    29. Przy odbudowie i rozbudowie przemysłu dopilnowac, aby scieki
    przemysłowe spływały do rzek mogacych stanowic rezerwaty wody pitnej.
    30. Mieszkania w nowych osiedlach i odbudowywanych miastach nie
    moga zawierac dodatkowych pomieszczen pozwalajacych na hodowle
    inwentarza lub gromadzenie ywnosci na dłuej i w wiekszych ilosciach.
    31. Spowodowac, aby prywatne przedsiebiorstwa i rzemieslnicy
    otrzymywali surowce i urzadzenia nie pozwalajace na produkcje artykułów
    dobrej jakosci, a ceny tych produktów powinny byc wysze od podobnych
    wytwarzanych przez panstwo.
    32. Doprowadzic do maksymalnej rozbudowy administracji biurowej
    wszystkich stopni. Mona dopuszczac krytyke działalnosci
    administracyjnej, ale nie wolno pozwolic na jej zmniejszenie ani sprawna
    prace.
    33. Naley dopilnowac wszystkich planów produkcyjnych w przemysłach
    wydobywczych i w działach okreslonych odpowiednimi instrukcjami i nie
    wolno dopuscic do wykonania zaopatrzenia rynku krajowego.
    Strona 5
    Scisle tajne Moskwa
    34. Szczególnej obserwacji poddac Kosciół i tak ukierunkowac działalnosc
    oswiatowo-wychowawcza, aby wzbudzic powszechny wstret do tej
    instytucji. Objac baczna uwaga i kontrola koscielne drukarnie, biblioteki,
    archiwa, kazania, koledowania, tresci nauk religijnych oraz obrzedy
    pogrzebowe.
    35. W szkolnictwie podstawowym, zawodowym, a w szczególnosci w
    szkołach srednich i wyszych doprowadzic do usuniecia nauczycieli
    cieszacych sie powszechnym autorytetem i uznaniem. Na ich miejsce
    wprowadzic ludzi mianowanych. Doprowadzic do zerwania korelacji
    miedzy przedmiotami, do ograniczenia wydawania materiałów
    zródłowych, do usuniecia ze szkół srednich łaciny, greki, filozofii ogólnej,
    logiki i genetyki. W historii nie mona podawac, co który władca chciał
    zrobic lub zrobił dla kraju, trzeba natomiast ukazywac tyranie królów oraz
    walki uciemieonego ludu. W szkolnictwie zawodowym doprowadzic do
    waskich specjalizacji.
    36. Inspirowac organizowanie imprez panstwowych zwiazanych z walka
    krajowców z zaborcami (z wyjatkiem zaboru rosyjskiego), szczególnie z
    Niemcami i walki o socjalizm.
    37. W publikacjach krajowych nie dopuszczac opracowan traktujacych o
    krajowcach przebywajacych w naszym panstwie do rewolucji i w czasie II
    wojny swiatowej.
    38. W razie powstania organizacji popierajacej sojusz z naszym panstwem,
    ale zmierzajacej do kontroli działalnosci gospodarczej oficjalnych władz
    kraju, naley natychmiast podjac działalnosc (niezalenie od władz kraju)
    obciaajac te organizacje tendencjami nacjonalistycznymi i
    szowinistycznymi. Formy działalnosci: burzenie naszych pomników i
    cmentarzy, publikowanie ulotek wyszydzajacych nasz naród, nasza
    kulture, sens zawartych układów. Do prac propagandowych angaowac
    krajowców i wykorzystywac istniejaca nienawisc do nas.
    39. Zadbac o budowe i rozbudowe mostów, dróg i licznych połaczen, aby
    Strona 6
    Scisle tajne Moskwa
    w razie koniecznosci interwencji wojskowej mona było szybko i z kadej
    strony dotrzec do punktu oporu lub koncentracji sił opozycji.
    40. Pilnowac, aby aresztowano przeciwników politycznych. Rozpracowac
    przeciwników z autorytetem wsród krajowców. Likwidowac w drodze tzw.
    zajsc sytuacyjnych przypadkowych, zanim stana sie głosnymi lub
    aresztowac ich wczesniej za wykroczenia kryminalne.
    41. Nie dopuszczac do rehabilitacji osób skazanych w procesach
    politycznych. W razie koniecznosci rehabilitacji mona ja przeprowadzic
    tylko pod warunkiem, e sprawa bedzie uznana za pomyłke sadowa, bez
    wszczynania dochodzenia i stawiania przed sadem winnych pomyłki
    (sedziów, swiadków, oskarycieli, informatorów).
    42. Nie wolno stawiac przed sadem ludzi na stanowiskach kierowniczych
    obsadzonych przez partie, którzy swa działalnoscia spowodowali straty lub
    wywołali niezadowolenie podwładnych. W sytuacjach drastycznych
    naley ich odwołac ze stanowiska i przeniesc do innych miejscowosci na
    stanowiska równorzedne lub wysze. W skrajnych sytuacjach ulokowac na
    stanowiskach niekierowniczych i traktowac jako rezerwe kadrowa do
    pózniejszej wymiany.
    43. Ogłaszac publicznie procesy ludzi ze stanowisk kierowniczych
    (wojsko, ministerstwa, główne zarzady, szkolnictwo) oskaronych o
    działalnosc przeciwko ludowi, przeciwko socjalizmowi, przeciwko
    industrializacji. Bedzie to mobilizowac czujnosc mas pracujacych.
    44. Dbac o wymiane ludzi na stanowiskach roboczych przez dopuszczenie
    do tych funkcji ludzi z awansów, majacych najnisze kwalifikacje.
    45. Spowodowac napływ do szkół wyszych ludzi pochodzacych z
    najniszych grup społecznych, którzy nie wykazuja zainteresowan
    zawodowych, a tylko chec zdobycia dyplomu.
    Strona 7

  3. Adam Sobolewski
    10 czerwca 2011  14:53 przez Adam Sobolewski Odpowiedz

    2. Należy szczególnie zadbać o to, aby nie było żadnych kontaktów pomiędzy naszym wojskiem a ludnością cywilną kraju. Niedopuszczalne jest składanie wizyt w domach krajowców przez naszą kadrę oficerską, ani nawiązywanie kontaktów przez naszych żołnierzy szeregowych z miejscowymi kobietami, ludnością lub żołnierzami krajowców.

    3. Przyspieszyć likwidację krajowców związanych z KPP, PPS, Walterowców, KZMP AK i BCh i innych ugrupowań, które powstały bez naszej inspiracji. Wykorzystać w tym celu fakt istnienia zbrojnej opozycji.

    4. Dopilnować, aby do wszystkich akcji bojowych w pierwszej kolejności kierować żołnierzy, którzy przed wstąpieniem do Armii Kościuszkowskiej przebywali na naszym terytorium. Doprowadzić do ich całkowitej likwidacji.

    5. Przyśpieszyć zjednoczenie wszystkich partii w jedną organizację i dopilnować, aby wszystkie kluczowe stanowiska obsadzone były przez ludzi zatwierdzonych przez nasze służby specjalne.

    6. Doprowadzić do połączenia całego ruchu młodzieżowego w jedną organizację, a stanowiska od szczebla powiatowego wzwyż obsadzić przez ludzi zatwierdzonych przez nasze służby specjalne. Do czasu zjednoczenia zlikwidować znanych przywódców harcerstwa.

    7. Spowodować i dopilnować, aby delegaci wyznaczeni na zjazdy partyjne nie zachowali mandatów na okres kadencji wybranych przez siebie władz partyjnych. W żadnym wypadku delegaci nie mogą zwoływać posiedzeń międzyzakładowych. W razie konieczności zwołania takiego posiedzenia należy wyeliminować ludzi, którzy wykazali się aktywnością w wysuwaniu koncepcji postulatów. Na każdy następny zjazd wybierać nowych kandydatów (ruchowo), tylko wytypowanych przez nasze służby specjalne.

    8. Należy zwrócić baczną uwagę na ludzi wyróżniających się zmysłem organizacyjnym, umiejących sobie jednać popularność. Ludzi takich należy pozyskać, a w razie odmowy nie dopuszczać do wyższych stanowisk.

    9. Doprowadzić do tego, aby pracownicy na stanowiskach państwowych (z wyjątkiem służb ścigania i pracowników przemysłu wydobywczego) otrzymywali niskie pobory. Dotyczy to w szczególności służby zdrowia, wymiaru sprawiedliwości, oświaty i kierowników różnych szczebli.

    10. Do wszystkich organów władzy i większości zakładów pracy wprowadzić ludzi współpracujących z naszymi służbami specjalnymi (bez wiedzy władz krajowych).

    11. Należy zwrócić szczególną uwagę, aby prasa krajowców nie podawała sumarycznych ilości rodzajów towarów wysyłanych do naszego kraju. Nie można też również nazwać to handlem. Należy dopilnować, aby prasa krajowa podkreślała ilość towarów wysyłanych przez nas do krajowców, ale wspominała, że to w ramach wymiany handlowej.

    12. Wpłynąć na władze krajowców, aby nabywcy ziemi, parceli i gruntów nie otrzymywali aktów własności, a jedynie akty nadania.

    13. Ukierunkować politykę w stosunku do rolnictwa indywidualnego tak, aby prowadzenie gospodarstw stało się nieopłacalne, a wydajność jak najmniejsza. W następnej kolejności przystąpić do kolektywizacji wsi. W razie wystąpienia silniejszej opozycji należy zmniejszyć dostawy środków produkcji dla wsi i zwiększyć powinność wobec państwa. Jeżeli to nie pomoże, spowodować, aby rolnictwo nie dawało pełnego pokrycia potrzeb żywnościowych kraju i oprzeć wyżywienie na imporcie.

    14. Spowodować, aby wszystkie zarządzenia i akty prawne, gospodarcze, organizacyjne (z wyjątkiem wojskowych) nie były precyzyjne.

    15. Spowodować, aby dla każdej sprawy powoływano kilka komisji, urzędów, instytucji społecznych, ale żadna z nich nie powinna mieć prawa podejmowania ostatecznej decyzji bez konsultacji z pozostałymi (nie dotyczy przemysłu wydobywczego).

    16. Samorządy w zakładach pracy nie mogą mieć żadnego wpływu na kierunek działania przedsiębiorstw. Mogą się zajmować jedynie sposobem wykonywania zleconych zadań.

    17. Związki zawodowe nie mogą mieć możliwości sprzeciwu wobec poleceń dyrekcji. Obciążyć związki inną pracą, jak organizowanie wczasów, zaopatrzenia, działalności rozrywkowej i oświatowej, wycieczki oraz rozprowadzanie atrakcyjnych towarów, potwierdzanie opinii i decyzji władz politycznych.

    18. Należy spowodować, aby awansowano tylko tych pracowników i kierowników, którzy wzorowo wykonują przydzielone im zadania i nie wykazują skłonności do analizowania spraw wychodzących poza te działania.

    19. Krajowcom na stanowiskach partyjnych, państwowych i gospodarczych należy stworzyć warunki do działań, które będą kompromitować ich w oczach podwładnych i zamykać im powrót do środowisk, z których pochodzą.

    20. Kadrze oficerskiej rekrutującej się z krajowców można powierzać odpowiednie stanowiska pod warunkiem, że są tam już nasze służby specjalne.

    21. Otoczyć szczególnym nadzorem ilości amunicji do wszystkich rodzajów broni, z każdego arsenału akcyjnego i ćwiczeń w ostrym strzelaniu prowadzić swoiste rozliczenia.

    22. Objąć szczególnym nadzorem wszelkie laboratoria i instytucje naukowo-badawcze.

    23. Należy zwrócić szczególną uwagę na ruch racjonalizatorski i wynalazczy, rozwijać go i popierać, ale wszystkie odkrycia dokładnie rejestrować i zapisem przekazywać do centrali. Dopuszczać do realizacji tylko te wynalazki, które przydatne są w przemyśle wydobywczym, wstępnej obróbki i określone w specjalnej instrukcji. Nie mogą być realizowane te odkrycia, które mogłyby doprowadzić do wzrostu produkcji kosztem ograniczenia wydobycia surowców lub zaniechania zalecanych działań. W wypadku głośnych odkryć spowodować ich sprzedanie za granicę. Nie dopuszczać do publikacji zawierających wartości i opisy wynalazków.

    24. Spowodować zakłócenia w punktualności transportów (z wyjątkiem transportu określonego w instrukcji NK 552-46).

    25. Inspirować zwoływanie narad środowiskowych i problemowych, zbierać stawiane tam wnioski i propozycje, rejestrować wnioskodawców, a realizować linię określoną w instrukcjach.

    26. Spopularyzować wywiady z ludźmi pracy na aktualne tematy produkcyjne, w których zawarta jest krytyka przeszłości lub lokalnego bałaganu, ale nie doprowadzać do likwidacji przyczyn krytykowanych zjawisk.

    27. Wystąpienia publiczne władz krajowców mogą zawierać akcenty narodowe i historyczne, ale nie mogą prowadzić do zjednoczenia ducha narodu.

    28. Zwrócić baczną uwagę, czy w odbudowywanych i nowych większych miastach i osiedlach nie budowano ujęć wodnych niezależnych od głównej sieci wodociągowej. Stare ujęcia wodne i studnie uliczne systematycznie likwidować.

    29. Przy odbudowie i rozbudowie przemysłu dopilnować, aby ścieki przemysłowe spływały do rzek mogących stanowić rezerwaty wody pitnej.

    30. Mieszkania w nowych osiedlach i odbudowywanych miastach nie mogą zawierać dodatkowych pomieszczeń pozwalających na hodowlę inwentarza lub gromadzenie żywności na dłużej i w większych ilościach.

    31. Spowodować, aby prywatne przedsiębiorstwa i rzemieślnicy otrzymywali surowce i urządzenia niepozwalające na produkcję artykułów dobrej jakości, a ceny tych produktów powinny być wyższe od podobnych wytwarzanych przez państwo.

    32. Doprowadzić do maksymalnej rozbudowy administracji biurowej wszystkich stopni. Można dopuszczać krytykę działalności administracyjnej, ale nie wolno pozwolić na jej zmniejszenie ani sprawną pracę.

    33. Należy dopilnować wszystkich planów produkcyjnych w przemysłach wydobywczych i w działach określonych odpowiednimi instrukcjami i nie wolno dopuścić do wykonania zaopatrzenia rynku krajowego.

    34. Szczególnej obserwacji poddać Kościół i tak ukierunkować działalność oświatowo-wychowawczą, aby wzbudzić powszechny wstręt do tej instytucji. Objąć baczną uwagą i kontrolą kościelne drukarnie, biblioteki, archiwa, kazania, kolędowania, treści nauk religijnych oraz obrzędy pogrzebowe.

    35. W szkolnictwie podstawowym, zawodowym, a w szczególności w szkołach średnich i wyższych doprowadzić do usunięcia nauczycieli cieszących się powszechnym autorytetem i uznaniem. Na ich miejsce wprowadzić ludzi mianowanych. Doprowadzić do zerwania korelacji między przedmiotami, do ograniczenia wydawania materiałów źródłowych, do usunięcia ze szkół średnich łaciny, greki, filozofii ogólnej, logiki i genetyki. W historii nie można podawać, co który władca chciał zrobić lub zrobił dla kraju, trzeba natomiast ukazywać tyranię królów oraz walki uciemiężonego ludu. W szkolnictwie zawodowym doprowadzić do wąskich specjalizacji.

    36. Inspirować organizowanie imprez państwowych związanych z walką krajowców z zaborcami (z wyjątkiem zaboru rosyjskiego), szczególnie z Niemcami i walki o socjalizm.

    37. W publikacjach krajowych nie dopuszczać opracowań traktujących o krajowcach przebywających w naszym państwie do rewolucji i w czasie II wojny światowej.

    38. W razie powstania organizacji popierającej sojusz z naszym państwem, ale zmierzającej do kontroli działalności gospodarczej oficjalnych władz kraju, należy natychmiast podjąć działalność (niezależnie od władz kraju) obciążając te organizacje tendencjami nacjonalistycznymi i szowinistycznymi. Formy działalności: burzenie naszych pomników i cmentarzy, publikowanie ulotek wyszydzających nasz naród, naszą kulturę, sens zawartych układów. Do prac propagandowych angażować krajowców i wykorzystywać istniejącą nienawiść do nas.

    39. Zadbać o budowę i rozbudowę mostów, dróg i licznych połączeń, aby w razie konieczności interwencji wojskowej można było szybko i z każdej strony dotrzeć do punktu oporu lub koncentracji sił opozycji.

    40. Pilnować, aby aresztowano przeciwników politycznych. Rozpracować przeciwników z autorytetem wśród krajowców. Likwidować w drodze tzw. zajść sytuacyjnych przypadkowych, zanim staną się głośnymi lub aresztować ich wcześniej za wykroczenia kryminalne.

    41. Nie dopuszczać do rehabilitacji osób skazanych w procesach politycznych. W razie konieczności rehabilitacji można ją przeprowadzić tylko pod warunkiem, że sprawa będzie uznana za pomyłkę sądową, bez wszczynania dochodzenia i stawiania przed sądem winnych pomyłki (sędziów, świadków, oskarżycieli, informatorów).

    42. Nie wolno stawiać przed sądem ludzi na stanowiskach kierowniczych obsadzonych przez partię, którzy swą działalnością spowodowali straty lub wywołali niezadowolenie podwładnych. W sytuacjach drastycznych należy ich odwołać ze stanowiska i przenieść do innych miejscowości na stanowiska równorzędne lub wyższe. W skrajnych sytuacjach ulokować na stanowiskach niekierowniczych i traktować, jako rezerwę kadrową do późniejszej wymiany.

    43. Ogłaszać publicznie procesy ludzi ze stanowisk kierowniczych (wojsko, ministerstwa, główne zarządy, szkolnictwo) oskarżonych o działalność przeciwko ludowi, przeciwko socjalizmowi, przeciwko industrializacji. Będzie to mobilizować czujność mas pracujących.

    44. Dbać o wymianę ludzi na stanowiskach roboczych przez dopuszczenie do tych funkcji ludzi z awansów, mających najniższe kwalifikacje.

    45. Spowodować napływ do szkół wyższych ludzi pochodzących z najniższych grup społecznych, którzy nie wykazują zainteresowań zawodowych, a tylko chęć zdobycia dyplomu.


    Wiecej: http://www.eioba.pl/a/1yi3/scisle-tajne-moskwa-instrukcja-nk00347#ixzz1OsdWjgzx

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Niech gala trwa wiecznie

3 października 2017 r. we wtorek była wyjątkowo ponura pogoda. Ciemno, zimno, mżyło od rana.  Pomyślałam, że za nic w świecie nie chciałabym umrzeć jesienią i w dodatku w tak pesym[...]

Bracia Grabowscy.

We „Wspólnej Pracy” nr 4 z dnia 21 stycznia 1911 roku zamieszczono poniższą informację: Koncert na rzecz straży ogniowej, z udziałem wychowańców konserwatorjum warszawskiego p.p. [...]