Co to jest Niepodległość? Część 1


Raduje się serce, raduje się dusza
Gdy Pierwsza Kadrowa na wojenkę rusza….

Pierwsza Kadrowa wymaszerowała z Krakowa 6 sierpnia o godzinie 2:42 i w Michałowicach obaliła rosyjskie słupy graniczne. Niestety nie osiągnęła swoich celów. Po zajęciu Kielc i bezskutecznej próbie przebicia się do Warszawy w celu wywołania powstania, powróciła do Krakowa.

Kto zrozumiał potrzebę odzyskania przez Polskę niepodległości poszedł z legionami, ale wielu, bardzo wielu wcale nie pojmowało, czemu by mieli rzucać dom rodzinę pracę swoją lub swoje gospodarstwo, wystawiać się na nieprzyjacielskie kule – dla niepodległości Polski. Co im z tego przyjdzie?…

Odpowiedź znajdowali w publikowanej poniżej broszurze.

Redakcja

Jeszcze przed wojną, kiedy ci i owi prze­widywali. że ona prędzej albo później przyjść musi, zaczęło się formować i musztrować w Krakowie i całej Galicji wojsko polskie. Na początku sierpnia, skoro tylko wojnę ogłoszono, pierwsze oddziały strzelców pol­skich przeszły przez granicę i wzywały lud wiejski i miejski, by się do nich przyłączył, razem z. nimi walczył o wolność i niepodległość swego kraju.

Kto ich zrozumiał, poszedł z nimi, ale wielu bardzo wielu wcale nie pojmowało, czemu by mieli rzucać dom rodzinę pracę swoją lub swoje gospodarstwo, wystawiać się na nieprzyjacielskie kule—dla niepodległości Pol­ski, Co im z tego przyjdzie? Czem Polska niepodległa wynagrodzi im nieszczęście, biedę, kalectwo, sieroctwo dzieci i utratę ży­cia może, gdyż człowiek, który idzie na wojnę to na wszystko przygotowanym być musi. Gdy nad tem się zastanawiał, inni tłumaczyli mu, że. każdy przecież umrzeć kiedyś musi, życie człowieka przemija szybko, a ten, kto umiera, mało zyska, że nie ginie od kuli moskiewskiej, lecz od tyfusu, cholery, lub zapalenia płuc. Za to dla tych, co szczęśli­wie wojną przeżyją, różnica ogromna i wie­czna wdzięczność ich dzieci, wnuków i pra­wnuków sławić będzie pamięć ludzi, co swo­ją krwią wolność dla kraju kupili Niepodległość jest tedy tak wielkiem szczęściem, że dla niej nie żal poświęci: życia tysięcy ojców rodzin lub ukochanych synów, którzy mogliby być podporą rodzi­cielskiej starości? !” – spytacie.

Kto nigdy ani wzrokiem ani myślą poza miedzę swej parafii nie wyjrzał, temu się takie słowna w głowie pomieścić nie mogą. a nawet gotów pomawiać tych, co je mówią, o jakiś błąd umysłowy. Znajdą się nawet pokątni mądrale, którzy wytłumaczą, że to tylko szalone głowy w Polsce zawsze o nie­podległości roją i drugich swojemi przywi­dzeniami zarażają, a z tego później wyni­kają nowe nieszczęścia dla kraju: szubienice, więzienia i zsyłki. Zresztą niepodległa Pol­ska już kiedyś była i nie każdemu się w niej dobrze działo, chłopom zaś najgorzej. Nie­ma co się gorączkować na to, żeby do tych czasów wrócić, które dla jednych były może i dobre — ale nie dla wszystkich, inny znowu, gdy słyszy o niepodległej Polsce, zaraz pyta: a jaka ona będzie? Kto w niej będzie rządził? Czy król jaki, czy może panowie tylko i księża.? Czy chłop i robotnik będą mieli równe prawa z miesz­czaństwem i szlachtą? Czy będzie taka sa­ma bieda, jak teraz’ i czy – broń Boże nie będzie większych podatków? Najwięcej zaś zniechęca ich, gdy słyszą, że nawet znani przyjaciele ludu mówią:
Niech bę­dzie najprzód jakakolwiek, aby była!“ Zupełnie na to nie. baczą, że przecież nie byłoby nic łatwiejszego, jak opowiadać cu­da o tej Polsce, której jeszcze niema, obie­cywać złote góry, jak to wtedy nie będzie żadnych podatków, a dla wszystkich wygo­dy i dobrobyt, dobre drogi i szosy, gęste szkoły doskonale prowadzone, sądy sprawiedliwe; urzędy przychylne i usłużne, policya czujna i rzetelna i to wszystko bez żadnych kosztów, albo też, że nie będzie ani sądów ani policyi, bo choć każdemu będzie wolno robić, co zechce, nikt niczego złego robić nie będzie. Na takie szczęście, na taką niepodległą Polskę każdyby się zgodził i każdy musiałby przyznać, że dla niej nie żal niejedne życie ludzkie poświę­cić, tylko też nikt rozsądny nie uwierzy, żeby przez samo zaprowadzenie polskich rządów w kraju tyle cudów na raz dokonać można. To też kto nie chce dobrej sprawy opierać na kłamstwie i oszustwie, kto liczy się z tem, że nie można drwić z dobrej wiary lu­dzi nawet wtedy, gdy się ich szczęścia pra­gnie, nie będzie łudził polskiego ludu takiemi bajkami dla dzieci.
Natomiast postara się wyłożyć jasno i rzetelnie, czem jest niepodległość, jakiego szczęścia po niej oczekiwać można, a czego się po niej spodziewać nie należy i jakie uczucia rządzą tymi Polakami, co walkę o niepodległość zaczęli i do niej zachęcają.
Najprzód nie trzeba sobie wyobrażać, że to w zapalonych głowach Polaków niepo­dległość ma tak wysoką cenę, źe chcą dla niej życie ludzkie poświęcać. Jest właśnie wręcz przeciwnie. Niema narodu na świecie, w którym nawet najstarsi, najrozważniejsi, najbardziej doświadczeni ludzie nie poczy­tywaliby za najprostszą powinność bronić kraju przed obcem panowaniem, choćby to miało kosztować miliony gotówki, zniszczenie miast i wsi  a także życie setek tysię­cy ludzi.
Wystarczy choćby popatrzeć na to, co się teraz na świecie dzieje i rozważyć, co to znaczy. Francya, Anglia, Niemcy—narody bogate i oświecone, pracowite i oszczędne, odwołali miliony ludzi od roli, fabryk i warsztatów, dały im broń do ręki i wysłały na granice, by ich broniły przed obcym najazdem. Ka­żdy dzień wojny kosztuje setki milionów, nie licząc zniszczenia kraju, a jednak wszy­scy się z tem godzą, bo wolą przecierpieć biedę, znieść klęski i plagi wojny, niż dopuścić do tego, by ktoś obcy rozpościerał swe rządy w jego ojczyźnie. W krajach tych lud ma głos w rządzie, bo może przez po­słów, których sobie wybrał, oświadczyć, że chce albo nie chce wojny. Nigdzie jednak posłowie ludu nie wystąpili przeciw wojnie; owszem, niejeden z nich sam zgłosił się na ochotnika, wdział mundur i poszedł do sze­regu, choć go nikt do tego nie zmuszał.
Stało się to dlatego, że kraj, któryby dziś
przegrał wojnę, musiałby się dostać pod obce panowanie, a żaden Anglik ani Francuz nie zniesie myśli, by miał nimi rządzić Nie­miec, żaden Niemiec póki żyw nie dopuści do tego, by miał mu Francuz lub Anglik swoje prawa narzucać, choćby mu kto świę­tem i słowami dowodził, że angielskie lub francuskie prawa są lepsze i sprawiedliwsze niż te, jakie on ma u siebie. A już zimny pot występuje na skórę każdego z nich, gdy mu grozi to, że mógłby nim rządzić Moskal to jest ten sam, który w naszym kraju od stu lat przeszło panowanie swoje rozpościera. Tak samo jak potężne i bogate, także i naj­słabsze, najbiedniejsze narody bronią swej wolności kosztem krwi i życia swych synów, a ktoby tam ośmielił tłumaczyć, że to nie warto, byłby wzgardzony i shańbiony przez swoich braci – jako zaprzaniec i zdrajca.
U nas tylko, w biednej uciemiężonej Polsce gdzie już nawet nad grobem stojący starcy polskich rządów nie pamiętają i nikt z żyjących prawdziwej wolności nie zaznał, trzeba ludziom tłumaczyć, czem ona jest i ile jest warta.
O każdym z nas można powiedzieć tak jak Mickiewicz mówił o sobie: „Urodzony w niewoli – okuty w powiciu“. Niewolnikami się rodzimy i nie umiemy sobie nawet wyobrazić, jakby się zmieniło nasze życie, gdyby niewola zniknęła. Tak jak człowiek ślepy od urodzenia nie wie o ile szczęśliwsi są ci, co zdrowe oczy mają i wie, że mu źle, ale nie wie dlaczego, tak samo i z nami się dzieje.
A przecież wszędzie, zawsze, na każdym kroku Polak jest między innymi narodami upośledzony i pokrzywdzony.
Patrzmy choćby, na teraźniejszą wojnę:
Przez kraj nasz maszerują różne wojska, to rosyjskie, to niemieckie, to, austryackle. Każdy z tamtych żołnierzy, kiedy idzie do boju wie, że jeśli wojna będzie wygrana, to kraj jego albo stąd pożytek wyciągnie, albo nieszczęścia uniknie. Wie także, że kiedy strzela, to kula z jego karabinu trafi przynajmniej w człowieka obcego, który mo­że sobie być i najlepszy, ale w każdym ra­zie zupełnie niepotrzebnie do jego kraju lezie. Może także śmiało ufać, że jego ko­mendanci od najniższego podoficera do naj­starszego generała będą się starali tak prowadzić wojnę żeby swoich ludzi—o ile się da – oszczędzać, bo im więcej jest Rosyan na świecie, tern Rosya potężniejsza, im wię­cej Niemców, tem więcej sił mają Niemcy.
W każdem z tych trzech wojsk, co idą przeciw sobie, służą i Polacy.
Wyliczono, że bije się ich w teraźniejszej wojnie około półtora miliona. Ileż to razy kula. lub bagnet z polskiej ręki polskie ser­ce przeszyje! Granica przechodzi przez na­szą ziemię; po obu stronach granicznych kopców ten sam lud polski, ta sama polska mowa. Czasem sąsiedzi, co niecałą wiorstę od siebie mieszkają i po przyjacielsku żyją ze sobą, czasem i krewni bliscy, idą teraz przeciw sobie z naładowaną bronią i niby to jeden drugiemu broni przystępu do kraju, który jeden i drugi tak samo jako wspólną ojczystą ziemię kocha. Żołnierzom serce się ściska, ale cóż to obchodzi ich zwierzchność?! Żadnego niemca ani Moskala serce nie za­boli o to, że jeden Polak drugiego zabijać będzie, że ich przez to będzie mniej, a przybędzie miejsca dla obcych, co się między nich wciskają,
W każdem wojsku musi być surowa kar­ność, w każdem czasie wojny za nieposłuszeń­stwo – kula w łeb; ale nigdy synowie niepodległego kraju nie mogą być zmuszeni, by wojowali w wojsku obcem, pod obcą komen­dą, strzelali do rodzonych braci swoich, do własnej ojczyzny wchodzili jak do zabranego kraju i kulami armatniemi rozbijali wieże ko­ściołów, w których się ich pradziadowie mo­dlili, dwory i chaty; zbudowane rękami ich ojców.
Gdyby Polska była niepodległa, Polacy musieliby także w wojsku służyć i karabin nosić, ale każdy pełniłby służbę w swych rodzinnych stronach, wśród swoich—nie jak teraz na Kaukazie albo nad chińską granicą. Na koszt utrzymania żołnierzy, na broń, na budowę fortec—-kraj musiałby — tak samo jak dziś składać podatki, ale te pieniądze nie byłyby odsyłane do Petersburga, nie obcy ministrowie, nie żadna Duma z polakożer­czych Moskali złożona rozporządzałaby, co z niemi robić, ale polski rząd, któryby zdawał rachunki przed polskimi posłami w sejmie warszawskim. Tam byłoby wszystko czarne na białem wykazane i wydrukowane w pi­smach, z jakiego podatku ile wpłynęło grosza i na co został użyty, ile kosztowały koleje, szkoły i sądy, a ile armaty i fortece. Każdy mógłby to sobie przeczytać i przez swoich posłów upominać się w sejmie, gdyby mu się wydało, że gospodarka rządowa jest albo za kosztowna, albo też zbyt skąpa i nie­dbała tam gdzie wydatki są. konieczne dla potrzeb ludności.
Prócz sejmu i prócz wojska – miałaby też Polska swoich posłów czyli am­basadorów w stolicach obcych krajów, a ci byliby opłacani za to, żeby tam interesów swojego kraju pilnowali i baczyli, czy kto chytrze na niebezpieczeństwo i wolność Pol­ski nie nastaje. Ich powinnością byłoby ostrzedz zawczasu rząd nasz, gdyby jakie przy­sposobienie do wojny z nami zauważył, a swoją drogą przy wszystkich interesach i umo­wach między Polską a innemi krajami tak starać się sprawą pokierować, żeby bez woj­ny swoją ojczyznę od strat i krzywd uchro­nić, obcych nie drażnić i im nie szkodzić, żyć ze wszystkimi zgodnie i przyjaźnie, a tylko na własne siły liczyć. Kraj niepodległv ma tedy różne sposoby. by się od wojny i wszystkich klęsk, które za nią idą, uchronić. Jeżeli jego ambasadorowie za granicą źle się sprawiają i bez potrzeby w kłótnie i zatargi swój rząd mieszają, może żądać ich odwo­łania, a wybrać takich, którzy mu przyjaciół zjednać, a nieprzyjaciół ułagodzić potrafią. To też wolny kraj tylko wtedy do wojny
dopuści, kiedy wyliczy, że na niej mniej straci niż zyska, albo też tylko przez nią od wielkich nieszczęść uchronię się może.
Nigdy jednak wojna nie spadnie na niepo­dległy naród; jak spadła na nas, to jest jak piorun z nieba bez żadnej z naszej strony przyczyny, bez możności powstrzymania jej, gdy jej nie chcemy, wywołania, jeśli nam potrzebna. Obce rządy naszą krwią i naszą ziemią między sobą porachunki załatwiają, a nas się nikt o nasze zdanie nie pyta, bo jesteśmy niewolnicy podlegli cudzej woli.

                                                                                                              Koniec części pierwszej.

Część 2.

  BIBLIOTEKA NARODOWA

  1. Prawa do utworu:

 

159 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Avatar