Co to jest Niepodległość? Część 2

Część 1.

  Po wojnie, a nawet jeszcze przed jej ukoń­czeniem. narody niepodległe mogą u swojego rządu szukać pomocy na przetrzymanie nę­dzy i naprawienie zniszczenia, jakiego doznały. Oto i teraz w Prusach Wschodnich przez kilka tygodni burmistrzowali po swo­jemu Moskale paląc i rabujący a już sejm pruski na wezwanie rządu, uchwalił dać mie­szkańcom tej nawiedzonej okolicy pienię­dzy na odbudowanie się, na bydło i zboże, na żywność i opał. O to samo zabiegają i w Wiedniu dla mieszkańców Wschodniej Galicyi, gdzie również wojska rosyjskie niemało. sprawiły spustoszenia. Pytam, się je­dnak, gdzie i kiedy Polacy z Królestwa Pol­skiego, z guberni i kieleckiej, lubelskiej, ra­domskiej szukać będą ratunku na swoją nędze.Jeżeli po wojnie mieć będziemy rząd wła­sny, to jakikolwiek on będzie—jego pierwszem staraniem musi się stać doprowadzenie kraju do porządku, ludności do lepszego bytu, na pustkowiu przez wygłodzonych nędzarzy nikt silnego państwa i regularnej władzy zbudować nie może. Choćby się przy­szło na razie zapożyczyć, muszą się znaleźć pieniądze na zasiew i inwentarz na zniszczonych gospodarstwach, na roboty publiczne przy których bezrobotni znaleźliby chleb  na reperacyę drogi i kolei. Wszy­stkie te wydatki wróciłyby się z czasem, bo gdzie lud zamożny, gdzie rolnictwo, przemysł i handel się rozwijają, tam i duże podatki bez niczyjej krzywdy ściągnąć można i długi spłacić stopniowo, a przy dobrej gospodarce krajowej zaufanie wierzycieli jest większe i procent nieduży, bo się nie boją, aby stracić mieli.
Jeżeli jednak pozostanie ta sama co dawniej niewola, to nie będzie sposobu dźwignięcia się z tej biedy. Kołatanie o pomóc do rządu rosyjskiego w Petersburgu na nic się nie przyda, bo tam będą mieli swoje własne biedy i kłopoty, a o nasze głowa ich wcale nie zaboli. — Tyle ich obchodzi nasz  kraj, ile z nieco wyciągnąć mogą, ale to się po nich nie pokaże, żeby w niego kładli. Mają inne ogromne ziemie, zamieszkałe, przez rodaków, którzy im są bliżsi, a że ich jest też więcej to mogą się skuteczniej o swoje do­bro upominać. To też ciągną z tego skarbu, ile się tylko da, a my tylko wciąż do niego naszą krwawicę znosimy i nic nam stąd nie przybędzie.
Zresztą Rosya nad niejednym panuje pustkowiem, nad niejednym krajem, które sama złupiła i zniszczyła, a gdy już niema co z niego wyciągnąć, zagarnia i łupi inne. – Przez całe sto lat rządów Rosyi w Polsce, gdzie ślady jakiegoś nakładu, jakiej rozumnej gospodarki? Dziś jeszcze jeśli są gdzie lepsze szosy, to te co zbudowane za dawnych polskich czasów, a Niemcy i Austryacy, którzy teraz przez nasz kraj ciągną, wydziwić się nie mogą. jak można w teraźniejszych czasach gospodarować bez dobrych a choćby znośnych dróg, bez gęstych kolei i poczt. Jak się stąd Moskale wyniosą, to prócz cerkwi i więzień żadne po nich nie pozostaną budowle, a i to nieraz kościół nasz na cerkiew zabierali tak, jak dawne gmachy naszych królową książąt, biskupów — na mie­szkania i kancelarye dla swych urzędników.
Gdyby nastał nasz polski rząd, odebrałby z powrotem te wszystkie zagrabione budo­wle, a także i dawne majątki i lasy, które kiedyś do polskiego skarbu, do polskich szkół i klasztorów należały, a w których się dziś rozpościerają rosyjscy czynownicy. — Zarząd tych dóbr państwowych byłby oczy­wiście z Polaków złożony i niejeden z naszych znalazłby przy tern kawałek chleba, z dochodów rząd musiałby się przed pol­skimi posłami wyliczyć i na potrzebo kraju wedle ich uznania łożyć. Na całą tę gospo­darkę patrzelibyśmy zbliska własnemi oczami, a ktoby tylko zobaczył, że nie idzie ona tak jak natęży, miałby nie tylko prawo, ale święty obowiązek, podać to do wiadomości publicznej lub przez posłów zażądać zapro­wadzenia należytego porządku.
A teraz patrzymy nieraz na rozmaite bezprawia i nadużycia, na nieuczciwość lub niedołęstwo w zarządzaniu publicznym mająt­kiem, ale przecież nikt o to słowa pisnąć nie może. Nikt się nie chce narażać miej­scowym czynownikom, którzy chcąc usunąć niewygodnego świadka, zawsze sposób znaj­dą, bo wystarczy go oskarżyć o buntowni­cze zamysły i zamknąć do kozy, to już ani car, ani Duma nie dojdą, kto kłamał, kto prawdę mówił, kto winien, kto miał racyę. Zresztą ani car, ani Duma wcale się tern nie zaniepokoją, czy jeden Polak więcej, czy je­den mniej niewinnie w więzieniu zgniję.
To też wszyscy wolą trzymać język za zębami, własne krzywdy znosić w milczeniu, a już o skarbowe straty nikogo głowa nie zaboli, co prawda dziwić się temu nie można. Czy tam w rządowej kasie będzie trochę mniej, czy więcej pieniędzy, cóż nas to obchodzi, kiedy wiemy, że ani jeden grosz stamtąd nie będzie wydany dla naszej ko­rzyści, tylko raczej na naszą szkodę.
Jeśli skarb łożyć będzie na budowę lub wykup kolei, to napewno zacznie usuwać ze służby Polaków, od dyrektora do konduk­tora (jak było na kolei wiedeńskiej) a spro­wadzi Moskali choćby ostatnich głupców lub zbójów, za których jakiś licho uposa­żony Polak będzie musiał podwójną pracę odrabiać, a na to miejsce Moskal za Pola­ka będzie podwójną pensyę brał.
Jeśli rząd zechce coś wydać na szkoły to na to tylko, żeby w nich polskie dzieci na Rosyan przerabiać, kto zaś zechce przy swojej mowie pozostać i dzieci po  polsku uczyć ten i tak z własnych pieniędzy szkolę, i naukę opłacać będzie musiał
Jeżeli pieniądze skarbowe pójdą na utrzy­manie policyi, to tylko takiej, co nie pilnuje złodziei, ale po nocach mieszkania nasze przetrząsa, czy w nich jakich książek i pism przeciw carskiemu rządowi nie znajdzie.
Tak samo jest ze wszystkiem, z każdym urzędem, z każdą rządową władzą; nie dla Polaków ona stworzona tylko przeciw Po­lakom,
Zupełnie inaczej jest tam, gdzie naród jest niepodległy, gdzie rząd i naród z je­dnego kraju i ludzi się wywodzą, jednej są mowy i jednej ziemi dzieci.
Tam i skarb jest ogólną, całego narodu własnością. Każdy do niego w miarę moż­ności łoży, ale też każdy z niego na swój sposób ma prawo korzystać, tak że czy większe, czy  mniejsze podatki nie jest ta­ka wielka różnica, jak się zdaje, .bo te pie­niądze i tak z powrotem do ludu wracają, Nietylko, kto ma po temu siły i zdolności, może znaleźć utrzymanie w rządowej służbie, zarobek przy robotach skarbowych, ale i oto każdy rząd w swoim własnym interesie dbać musi, żeby jaknajwięcej zakupów w kraju robić, jak najmniej pieniędzy za granicę wy­syłać. Wszystkie dostawy dla wojska stara się rząd w pierwszym rzędzie zamawiać u swoich, jeśli zaś tego nie robi to ludność przez swoich posłów bardzo ostro się o to upominać ma prawo, boć na ten cel pieniędzy dostarcza i w jej interesie jest. żeby one do niej się wracały.
W tym celu rząd musi się nawet starać o wytwarzanie w kraju tych rzeczy, które mu są potrzebne, zakładać n. p. fabryki broni, fabryki wagonów kolejowych lub pomagać do ich zakładania, popierać hodowlę koni i wyznaczać za nią nagrody boć bez dobrych koni niema dobrej jazdy i tym podobnie. W swoim własnym interesie musi tedy rząd dobrobyt kraju popierać  ażeby on nawzajem mógł dla niego pod\porę stanowić.
A żeby więcej pieniędzy napływało do kra­ju, rząd stara się o zbyt na krajowe pro­dukty i towary, a dlatego robi umowy han­dlowe z innymi rządami, żeby nie zabraniały przywozu i nie nakładały wysokiego na to, co jego kraj zagranicą sprzedawać musi a zgodziły się płacić cło od tego, co i na miejscu może być wyrabiane.
Naturalnie, że i rząd obcy panujący nad naszym krajem także takie umowy z sąsia­dami robi, przytem jednak nie ma wcale na oku interesów Polaków, tylko swoich Rosyan Pokazuje się stąd, że na każdym kroku przez swoje postanowienia i rozporządzenia do tego zmierza, żeby Rosya Polsce, Moskal Polakowi chleb i zarobek odbiera! Za prze­wóz koleją z Polski do Rosyi płaci sie wiele drożej niż z Rosyi do Polski, dlatego lepiej się opłaca Moskalom u nas swoje wyroby sprzedawać niż nam w Rosyi i dlatego co­raz to więcej napływa do nas rosyjskiego towaru wszelkiego rodzaju, a my coraz mniej swojego w Rosyi sprzedawać możemy, stąd to nasz pieniądz ciągle tam płynie, moskiewscy fabrykanci i kupcy u nas się bogacą, nam zaś coraz trudniej o grosz i o zarobek. Tak jest,’ nie tylko ci Moskale, co do nas na posady i urzędy przychodzą, ale ci co w do­mu u siebie zostali, chleb nam odbierają korzystając z opieki swego rządu, który dla nich jest ojcem, a dla nas ojczymem.
Tu mógłby kto powiedzieć, że i my prze­cież mamy swoich posłów w Petersburgu w Dumie, a ci mogą się dla nas o spra­wiedliwe prawa upominać.
Oczywiście, na to przecież tych posłów wybieramy, żeby tam o naszych potrzebach i krzywdach przypominali. Nie możemy się jednak po nich więcej spodziewać, gdy przy .najlepszej woli i najmędrszych głowach nie mogliby dla nas tam nic wskórać, bo ich jest zaledwie kikunastu, a wszystkich gło­sujących przeszło pięciuset, więc na kilku­nastu ludzi, którzy o nasz kraj i polski na­ród dbają, w każdej sprawie naszej głosuje kilkuset takich, których ona ani ziębi, ani grzeje gdzie tylko między, interesem Polaków i Rosyąn wybierać trzeba, zawsze nas poświęcą. Pokazało się to, kiedy chodziło o wykup kolei wiedeńskiej, nawet ci Rosjanie, co się za naszych najlepszych przyjaciół podają, nie stanęli po naszej stronie, boć ich to wcale nie zabolało, że naszych urzędników rząd na bruk wyrzuci, żeby ich rodakom miejsce zrobić.
Tak jest i tak będzie we wszystkich Dumach, sejmach, parlamentach, w których garstka naszych obok setek cudzoziemskich posłów zasiada, radzi i głosuje. Tak będzie póty, póki Moskal, Niemiec, Tatar będzie miał prawo radzić i sądzić o tem, co nam potrzebne i co nam się należy, póki od obcych ludzi, będzie zależało, jakie u nas mają być prawa i urządzenia, jakie podatki, jakie szkoły i jaka w nich nauka.
Na nic się nie zda mówić, że sprawie­dliwy cudzoziemiec może lepiej rządzić niż sprawiedliwy rodak, bo ten, kto kraju, jego mowy, praw i obyczajów nie zna, nawet dobrze mu życząc nie wie, kiedy sprawie­dliwie, a kiedy niesprawiedliwie postąpi. Gdyby kogo z nas przeniesiono do zarzą­du jakiegoś tureckiego miasta, to nie umie­libyśmy sobie dać rady i dużo czasu upły­nęłoby, nimbyśmy zrozumieli, co się w koło mas dzieje, a jeszcze więcej, nim byśmy tra­fili na sposób jak robić, żeby się działo lepiej niż jest.
Jak każdy człowiek sam tylko wiedzieć może, gdzie go but ciśnie, tak i naród sam tylko wie i czuje, co jest dla niego dobro­dziejstwem i co krzywdą. Niemcy na przy­kład bardzo często wytykają nam, że my im powinniśmy być wdzięczni, bo oni nam przynieśli’ porządek i kulturę, a tymczasem wiemy dobrze, że ich porządki naszym, ro­dakom, co żyją pod Prusakiem, nie wystar­czają do szczęścia, choć nikt nie zaprzeczy, że przecież u nich niejedno podobać się może, n. p. dobre drogi, czystość w mia­stach gęste poczty i tym podobne rzeczy.
Nie wystarczy też żądać, byśmy wszę­dzie czy nas jest mniej, czy więcej —mieli równe prawa z innymi narodami, bo po pier­wsze żadne prawo choćby najlepsze, póki jest tylko na papierze napisane, a nie stosowane w życiu, na nic się nie przyda, a po drugie na zastosowanie prawa tam tylko na pewno liczyć można, gdzie ladzie się upominać i wykonywania swych praw dopilnować mogą, co jak już widzieliśmy— jest bardzo trudne, a nawet czasem zupeł­nie niepodobne pod obcym rządem.
Przyznać też musimy, że nie byłoby to wcale sprawiedliwie, gdybyśmy wszędzie domagali się takich samych praw, jakich żą­damy i jakie się nam należą w Polsce.
Gdy naprzykład jakieś, kilka tysięcy ro­botników naszych wybierze się na roboty do Danii albo do Francyi, to mogą żądać, aby ich równie dobrze opłacano i trakto­wano, jak swoich miejscowych, żeby im po­zwalano się zbierać, naradzać, uczyć, modlić na swój sposób i w swoim języku, ale nie byłoby słusznie, gdyby się chcieli mieszać do rządów tego kraju, w którym zbyt krótko mieszkają, ażeby mogli jego obyczaje, pra­wa i warunki życia poznać i trafnie sądzić. Rozumiemy przecież doskonale, że Duńczy­cy mają i muszą mieć pierwszeństwo urzą­dzania i ulepszania życia w Danii, a Francuz i we Francyi, w ojczyźnie, w której nie tylko oni sami, ale ich ojcowie i dziadowie żyli, gospodarowali.
Za to nikt nie może i nie powinien Po­lakom odmowić prawa zarządzania Polską, gdzie w każdy zagon ziemi wsiąkła praca polska, w każdym zakątku leżą prochy na­szych dziadów i pradziadów. Tutaj nie wy­starczy nam. byśmy sprawiedliwości doznawali, tu my powinniśmy sprawiedliwość wy­mierzać, dawać innym mądre i słuszne prawa a nie obcych o nie prosić.
Wiadomo jest rzeczą, że naród, który w swoim kraju sam rządy sprawuje, czyli
naród niepodległy, tak że i za granicą większym poważaniem się cieszy, bo się z nim liczyć muszą.
Kiedy Niemiec, albo Francuz znajdzie się w Turcyi, albo choćby i w Rosyi to Turcy i Rosyanie muszą się bardzo mieć na baczności żeby go me skrzywdzić, bo on mo­że się poskarżyć swemu rządowi, a ten się o niego upomni i conajmniej zagrozi, że będzie równie srogo cię obchodził z podanymi tego państwa, które jego obywate­la skrzywdziło, że sie pomści ma Rosyanach
lub Turkach gdy do Niemiec lub Włoch przyjadą. Ażeby nad. swoimi poddanymi rozciągać opiekę utrzymuje każdy rząd w obcych krajach po różnych miastach tak zwanych konsulów których obo­wiązkiem jest o wszystkich rodakach wiedzieć i :w każdym kłopocie, w każdym zwłaszcza w każdym zatargu z obcymi władzami dawać im dobrą radę i pomoc.
w Warszawie tacy konsulowie za­graniczni niechby tylko ta rosyjska policya, co to tak lubi niewinnych ludzi po więzieniach zamykać, a bandytów luzem puszczać, pozwoliła sobie bez powodu za­aresztować jakiego Anglika, dość byłoby uwięzionemu dać znać do swego konsula, ten by zaraz zatelegrafował do angielskiego ambasadora w Petersburgu, poszłaby skarga nawet do samego cara, rząd angielski i narobiłby gwałtu, – i – o ile by się okazało, że to nie żaden był zbój ani rzezimieszek, musieliby go natychmiast wypuścić i bardzo grzecznie przeprosić. Tak samo mogły sobie zaradzić, gdyby go kto chciał z ma­jątku obedrzeć lub na zarobku skrzywdzić, na jego zdrowie lub życie nastawać.
Niedawno mało do tego brakło, żeby Japonia Ameryce nie wypowiedziała wojny za to, że się tam z japońskimi robotnikami źle obchodzono, że emigrantów z Japonii wcale puszczać do Ameryki nie chciano.
Naszych setki tysięcy co roku idzie za zarobkiem w obce kraje, a nigdzie nie ma nad nimi ani opieką ani obrony. Możną ich bić, poniewierać, głodzić, wypędzać, znienacka na  bruk wyrzucać, można ich wozić na okrętach  naładowanych tak ciasno, że jadą jak śledzie w beczce i oddychać nie mają czem — a. nikogo o to głowa nie zaboli, bo nikt że swoich nie ma, tej władzy, żeby się o ich prawa upomnieć, a nikt obcy o to się nie zatroszczy, bo i któż ma opiekę nad nimi zagranicą rozciągać?
Ten sam obcy rząd, który ich we własnym kraju gnębi, uciska i poniewiera? Konsulów polskich nigdzie niema i być nie może, póki nie będzie państwa polskiego, a żadna prywatna osoba, żadne nawet stowarzyszenie, póki niema pomocy od władzy, nie może się wtrącać do tego co się w obcym kraju choćby z największą krzywdą jego rodaków dzieje. Co najwyżej może dla wynędzniałych zbierać składki dla nieszczęśliwych prosić o litość i spra­wiedliwość. ale w najlepszym razie będzie to tylko jałmużna, łaska – nie zadośćuczynienie obowiązkom.
Każdy kto przebywszy na obczyźnie i miał sposobność porównać los swój z losem in­nych, musiał się u tem z bólem serca prze­konać,, że niema na świecie tak poniewieranego. tak upośledzanego ludu jak Polacy. Wszystko, stąd . płynie, te oni we własnej ojczyźnie są niewolnikami że nawet cudzoziemiec, który do Polski przyjeżdża wca­le się na nich oglądać i z nimi liczyć nie potrzebuje, bo czy mu radzi, czy nieradzi muszą go znosić choćby im po głowie jeź­dził, tak jak znoszą tych innym obcvch na­jeźdźców, co od stu lat w jego kraju ojczy­stym, bez jego pozwolenia gospodarzą w Polsce jesteśmy kopciuszkami w Polsce nas mają za nic—czy dziwić się można że i na szerokim świecie, gdzie tułaczami i lub wędrowcami jesteśmy, nikt nas me szanuje?
Od chwili, gdy się tylko wojna zaczęła, wszędzie zaszła jakby jakaś zmiana korzyść Polaków. Zagranicą, gdzie dawniej nic o Polsce wiedzieć nie chciano i nikt się nawet nie raczył uczyć, gdzie taki kraj leży kto w nim mieszka, teraz ni stąd ni zowąd zaczęto się o nas dopytywać, troszczyć nawet różne ułatwienia i ulgi robić, których innym poddanym tych państw, co wojnę toczą, nie przyznawano,
Wszystko to nie czem innem się tłumaczy jeno przewidywaniem, źe teraz Polska może się o swe niepodległość upomnieć i stanąć na równych prawach z innymi narodami, że jej interes nie jest ani ten sam co Rosyi, ani ten samy co Niemców, że tedy nawet wojując z jednem lub drugiem z tych państw warto sobie na wszelki wypadek względy Polaków zaskarbić, żeby mieć kogoś po swojej stronie w ich własnym kraju.
Bardzo dawno już níe pisano po gazetach o Polsce i Polakach co teraz, Wszyscy sobie przypomnieli, ze niewiele dalej niż sto lat temu mieliśmy własne wojsko własnych królów, własne prawa, rządy i szkoły – a co prawda nikomu to na złe nie wyszło bo my nigdy nie najeżdżaliśmy cudzej ziemi, aby ją rabować i pustoszyć, nigdy też u siebie w domu nie krzywdziliśmy cudzoziemców, przeciwnie za bardzo pozwalaliśmy im u nas rozporządzać.
Nie cieszmy się jednak zanadto z tych chwilowych umizgów. Jeżeli po wojnie bę­dziemy tak samo słabi i podlegli, jak przed wojną jeżeli nad nami ciążyć będzie ta sama niewola albo też jedną na drugą zamienimy, będą znów na nas z góry przez ramię patrzeć i nikt się nie zapyta, czy je­steśmy zadowoleni ze swego losu czy nie.
Polska niepodległa będzie mogła mieć przyjaciół, sprzymierzeńców, opiekunów a nawet dobrodziejów, którzy jej pieniędzy na zagospodarowanie użyczą. Polski nie­wolnicy nikt nie będzie chciał znać tak jak było jeszcze przed kilku miesiącami.
Mamy na to przykłady z innych narodów- Nie dalej jak sześćdziesiąt lat temu Wło­chy były równie podzielone i przeważnie ujarzmione przez obcych. Była tam wtedy ogromna wśród ludu nędza i ciemnota, choć tak samo jak u nas było tam także trochę ludzi bogatych, trafiali się się uczeni, zacni a zasłużeni, ale niewiele mogli dla swego narodu zrobić, bo nie oni mieli nad nim władzę i nadawali mu prawa. We Włoszech ówczesnych tak samo grasował bandytyzm, jak teraz u nas i tak samo jak z naszego kraju tłumy nędzarzy wychodziły w świat za chlebem tułać się po obcych kątach.
Od 53 lat Włochy moją niepodległość. W ciągu tego czasu stały się szóstem z rzędu mocarstwem. Należą do takich sześciu państw, bez których rady nic ważnego między rządami Europy nie można uchwalić ani postanowić. Mają duże wojsko, które strzeże bezpieczeństwa granic i dziś, kiedy prawie wszyscy ze wszystkimi wojnę prowadzą, nikt nie śmie do włoskiego kraju wtargnąć, by ich sobie nie narazić. Przeciwnie każdy im się stara jakąś usługę od­dać, żeby je ile możności na swoją stronę przeciągnąć i do pomocy zachęcić. Każdy mu swoją przyjaźń ofiaruję, wiedzący że to się może opłacić. Przez te 50 lat niepodle­głości rozwinął się u nich nieznany dawniej dobrobyt i oświata.
Mają bardzo, dobre szko­ły ludowe, mają bogate kooperatywy, licz­cie i silne związki robotnicze, coraz więcej fabryk, coraz szerszy handel prowadzą z in­nymi narodami, i dziś jeszcze krocie Włochów emigrują corocznie, ale już nie jako tułacze i włóczęgi, lecz jako zamożni osa­dnicy lub oświeceni i zorganizowani robo­tnicy, którzy dla włoskiej pracy i kultury coraz nowe zdobywają ziemie, zamieniając pustkowia na ogrody, a bogacąc siebie, bo­gacą zarazem i kraj, w którym się osiedlają. Zaludnili stan San Paulo w Brazylii, Tunis w północnej Afryce, a wszędzie są jak u siebie, bo nikt nie chce ich tępić ani uciemiężać, bojąc się z potężnym rządem włoskim zadzierać.
Dawniej przed laty mówiono o nich, że próżniaki, brudasy do niczego, że nie warto im dawać niepodległości, bo z niej nie będą umieli korzystać. Przekonali się dziś wszyscy, że tylko niewola sprowadzała ich poniżenie, a niepodległość dźwignęła, ich, że stanęli na równi z najświatlejszymi narodami.
Tak mogłoby być i z nami, gdybyśmy niepodległość odzyskali.

Wszystko co dotąd mówiliśmy o niepodległej Polsce, stosuje się nie do jakiejś uro­jonej wyspy szczęścia, lecz do jakiegobądź państwa polskiego, któreby obcej władzy nie podlegało. Nawet najmarniej rządzony naród wolny wszystko to ma i mieć musi.
Naszem najgorętszym pragnieniem jednak jest, żeby Polska, gdy będzie się rządziła sama, miała rządy mądre, uczciwe i sprawiedliwe.
Ci, którym o to chodzi, będą się mogli o to sami postarać, a jeżeli w Polsce będą rządy złe, każdy z nas sarn sobie bedzie musiał przypisać część winy. Nie gdzieś za dziesiątą górą i siódmą rzeką. lecz u nas w Warszawie, będzie główna siedziba wła­dzy naszej, na czele wszystkich urzędników stojący ministrowie i izba, w której oni przed posłami wybranymi przez naród będą swoje projekty do praw do uchwalenia przekła­dali. Każdy z nich będzie mówił po polsku w polskim języku będą się toczyły obrady a nasze gazety będą o nich drukowały do­kładne sprawozdania. Łatwo będzie można się przekonać, czy wybrany poseł tak speł­nia swoje zadanie, jak wyborcom obiecy­wał i czy warto go na drugi raz wvbrać łatwo też będzie do niego trafić, żeby mu swoje prośby i życzenia przedłożyć albo też niespełnione przyrzeczenia wytknąć Nie będzie wtedy miejsca na takie sekrety jak w Kole Polskiem, które ma gotową wvmówkę, że przed obcymi nie należy ujawniać swoich bolączek ani rozwodzić domowych zatargów. Nie będzie obcych tylko sami swoi, więc będzie można uczciwie, spokoj­nie, ale bez obwijania w bawełnę wygadać, co komu leży na sercu, a upominać się o swoje krzywdy będzie nie tylko prawem lecz i obowiązkiem każdego.
Tam tylko może sprawiedliwość panować, gdzie ten, co niesprawiedliwości doznaje, nie kryje tego lecz głośno domaga się za­dośćuczynienia, inaczej któżby go mógł od niej obronić? Kto jednak swoich praw prze­strzega; cudzych naruszać nie powinien. Jeśli państwo ma być dobrze rządzone, ka­żdy musi pamiętać, że nie on sam jeden w niern mieszka i że wszyscy nie mogą się stosować do zachcianek jednego czło­wieka, jednej familii, powiatu lub jednej klasy ludzi. I o tem także wiedzieć należy, że żaden rząd nie ma większej siły niż ta, jaką mu naród w ręce da, więc gdzie ka­żdy wysila się tylko na to, żeby w rządzeniu przeszkadzać, nikt zaś nie poczuwa się do tego, żeby pomagać, daremnieby kto od rządu pomocy wyczekiwać Nie podeprze nikogo ten, kto sam się ledwie na nogach trzyma.
Wreszcie, jak mówiliśmy, nawet najlejpsze prawa na nic się nie zdadzą, gdy są tylko na papierze. W dobrze rządzonym narodzie każdy ma swobodę krytykowania praw i nastawania na to, żeby je poprawiać, zmieniać, uchwalać nowe, ale przedewszystkiem te jakie są, szanować i wypełniać jest świętą powinnością. Nikogo nie ma poza prawem i nikogo przed prawem, że każdy może się do prawa odwołać a łamać go nikomu nie wolno. Jeżeli to wszystko weźmiemy pod. uwagę, zrozumiemy, jak dziecinnem jest pytanie, jak niepodległa Polska będzie urządzoną, czy będzie w niej sprawiedliwość, równość, dobrobyt powszechny, czy każdemu w niej będzie dobrze się działo?
Niepodległy naród sam sobą rządzi tak jak umie. Jeśli’ Polacy bę rozmni sprawiedliwi rzetelni, to w Polsce niepodległej nikt krzywdy nie dozna. Jeżeli się okaże, że głupcy lub szachraje są u nas śmielsi i liczniejsi niż mądrzy i uczciwi ludzie, to oni będą rządzili Polską po swojemu, póki lepsza część narodu nie zbierze się na odwagę i ich rządów nie ukróci. Nie mamy najmniejszego powodu sądzić, że w naszym narodzie rozum i uczciwość wyginęły do szczętu, więc nie potrzeba się obawiać, aby w niepodległej Polsce miało być gorzej niż w innych krajach, gdzie także nie sami święci mieszkają.
Kiedy mnie kto spyta, czy naprzykład chłopów albo robotników nie będzie nikt w Polsce uciemiężał lub wyzyskiwał, to nie mogę nic innego odpowiedzieć tylko, że o od samych chłopów robotników zależy bo tylko oni będą się. Mogli sobą, skutecznie zaopiekować o sprawiedliwość dla siebie się postarać. Jeżeli będą umieli dobrze rozpoznać swych szczerych przyjaciół od fałszywych, jeśli będą wiedziel, gdzie jest dla nich rzeczywista korzyść, a gdzie jest dla nich rzeczywista korzyść, a gdzie tylko oszustwo, jeśli się nie będą tchórzliwie wypierali swego zdania, skoro tylko ktoś ich zastraszyć spróbuje, a dla pierwszej lepszej złudnej obiecanki nie zrzekną wę swych najświętszych praw, to będą mogli stano­wić największą w Polsce siłę, boć ich jest w naszym kraju najwięcej.
Wtedy ich trzebaby zapytać, jak będzie Polska rządzona, bo rząd z nimi będzie się liczył przede wszystkiem. Jeśli jednak ktoś sam na siebie bicz kręci to trudno mu w tem przeszkodzić, choćby się szczerze chciało. Jedynie tylko przez oświatę powszechną może lud dojść do, umiejętności rządzenia sobą. do rzeczywistego spożytkowania praw, które mu przysługują, a uchwalanie takich które mu są potrzebne. Tego zaś chyba i dowodzić nie potrzeba, że w niepodległej Polsce oświata wiele szybciej i łatwiej krzewiść się będzie niż w ujarzmionej.
Dawnoby u nas ciemnoty nie było gdyby rząd moskiewski nie prześladował i gnębił tych, co dla oświaty ludu pracować pragnęli. Gdyby Macierz Szkolna była przetrwała do obecnego czasu, już bylibyśmy bardzo naprzód posunęli się w zwalczaniu ciemnoty. Kiedy zaś wszystkie szkoły w kraju gminne, miejskie czy rządowe będą polskie, kiedy nikt nie będzie stawiał przeszkód w zakładaniu szkół, a skarb będzie na nie łożył i polskich nauczycieli dla nich kształcił, to na pewno lud sam ze wszystkich sił do nauki garnąć się będzi
e.
To również jest pewnem, że niepodległość Polski nie będzie powrotem czasów, lecz wielkim krokiem naprzód’ do czasów nowych, jakich dotąd nigdy w kra­ju nie było. Ktoby myślał, że odbudowanie państwa polskiego będzie zarazem przywró­ceniem tych obyczajów i urządzeń, jakie kiedyś były w Polsce i w innych krajach, na przykład poddaństwa chłopów i pańszczy­zny, równie niepotrzebnie miałby kłopot, jak gdyby się o to troszczył, czy czasem jakie 10 milionów Polaków nie ubędzie, bo za owych czasów było ich naprawdę o tyle mniej na świecie. Aby pańszczyznę przy­wrócić, trzeba by zrzec się tych wszystkich miast i fabryk, co się w naszym kraju roz­rosły od czasów, gdy lud wiejski swobodnie rozporządzając swą siłą roboczą, mógł . do nich napływać i do, pracy się najmować.
Żaden rząd – choćby najsilniejszy – niemógłby przeprowadzić tak wielkiego prze­wrotu, jaki by z przywrócenia pańszczyzny nastąpił i żaden, choćby najgłupszy, nie próbowałby tego, bo to nie leży w naszym interesie. Wtedy, kiedy u nas rząd rosyjski pańszczyznę znosił już jej w żadnym są­siednim kraju dawno nie było, a u nas na­wet panowie we własnym interesie kaso­wali ją, tu i owdzie, gdzie chcieli lepsze, bardziej postępowe gospodarstwo zaprowa­dzić, Nie było jej też już przed powstaniem ani na Kujawach nad pruską granicą, ani w Łowickiem. A już teraźniejsza gospodar­ka rolna żadną miarą z pańszczyzną pogodzić by się nie mogła. To też dziś tylko moskiewscy najemnicy mogą takie bajki między ludem szerzyć, a tylko najciemniejsi chłopi w nie wierzą.
Natomiast prawdą jest, że potrzebne są ludowi dalsze reformy które leżą w interesie w całego kraju, a jednak trudno je przeprowadzić rozumnie i skutecznie póty, póki sami niemi zarządzić nie możemy Jakże to dawno Towarzystwo kredytowe ziem­skie domaga się, żeby mu pozwolono te miliony co się z rozparcelowanych majątków szlacheckich u niego gromadzą, umieszczać na hipotekach włościańskich, z czegoby dro­bny -gospodarz miał tani i dogodny kredyt na podniesienie swojego gospodarstwa. Rząd na to nie pozwala, bo chce przez swój bank włościański chłopów w ręku trzymać i tym tylko pomagać, co mu się w ręce oddają, zaś na Chełmszczyźnie samym tylko prawo­sławnym.
Obiecywał rząd chłopom różne zapomogi, to na ulepszenia gospodarskie, to na szkoły, ale—jak przyszło co do czego—wszystko obrócił na armaty i karabiny maszynowe, puścił na kraj miliony sołdatów i kozactwa, które na swój sposób gospo­darstwo u nas uprawia, bo przysparza go­łej ziemi i szarego popiołu, gdzie stały bu­dynki, stodoły i stogi.
Po wojnie na pewno nic nie da, bo sam nie będzie miał pieniędzy, Francya i Anglia nie pożyczą, gdyż i one mają duże koszta i straty, a Francya już teraz daremnie po świecie pożyczki szuka.—Z wódki, od której akcyza trzecią cześć wydatków skarbo­wych pokrywała, teraz też dochodu nie bę­dzie; na czem rząd pono tysiąc milionów rubli straci. Kto się na łaski rządu moskiew­skiego ogląda, ładnie na tem wyjdzie nie ma co mówić. Największą łaską byłoby, że­by się do nas przestał wtrącać i nam w obronie naszej przeszkadzać, ale to stać się może dopiero wtedy, gdy Polska będzie niepodległem państwem, z własnym rządem i wojskiem. Wtedy dopiero zacznie się u nas robota na dobre, bo trzeba będzie napra­wiać to wszystko, co się przez sto lat po­psuło i zaniedbało, doganiać te narody, któ­re przez ten czas pracą i oświatą dorabiały się i wzmagały na siłach.
Już nam wtenczas nikt nie zabroni zakładać związków i stowarzyszeń jakie tylko będą potrzebne, nikt nie przeszkodzi zbierać się i naradzać nad wspólnemi biedami i szukać sposobu usunięcia ich.
Ile rozumu, dobrej woli, wytężonej i wytrwałej pracy w tę robotę włożymy, tyle pomyślności, dobrobytu i sprawiedliwości znajdzie się w naszej niepodległej ojczyźnie.
Wolność dla Polski można tylko z bronią w ręku wywalczyć, jej pomyślny rozkwit trzeba będzie wysiłkiem codziennym wypracować.

BIBLIOTEKA NARODOWA

  • prawa do utworu:

 

107 Ogólnie 1 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Avatar