Kronika Panien Benedyktynek Opactwa Św. Trójcy w Łomży. Część 11.

Link do 10 części Kroniki Panien Benedyktynek Opactwa Św. Trójcy w Łomży:
https://historialomzy.pl/kronika-panien-benedyktynek-opactwa-sw-trojcy-w-lomzy-czesc-10/

ROK 1945
1 styczeń … W nocy na powitanie Nowego Roku mocny obstrzał Łomży. Rano uspokoił się cokolwiek. Trzeba było pomyśleć o pogrzebie zmarłej. Panna Alojza poszła do komendanta prosić o pomoc żołnierzy. Komendant dał czterech żołnierzy. Dwaj mieli wykopać grób na cmentarzu, a dwaj zrobić trumnę. Przed południem znów mocna strzelanina. Parę godzin musiałyśmy przesiedzieć w piwnicy modląc się gorąco o ocalenie lub szczęśliwą śmierć. Po kilku godzinach nastała cisza. Po południu złożyłyśmy z żołnierzami zmarłą do trumny, była to zwyczajna skrzynia zbita z nieheblowanych desek, na wierzchu nakreśliłyśmy krzyż czarnym węglem, pokropiłyśmy wodą święconą. Trumnę postawiłyśmy na małym ogrodowym wózku. Cały kondukt pogrzebowy składał się z czterech osób: dwaj bolszewiccy żołnierze ciągnący wózek oraz Panna Alojza z Panną Kunegundą za trumną, uważając również na to, aby trumna nie spadła z wózka. Kiedy przybyliśmy na cmentarz okazało się, że grób nie jest wykopany. Robiło się już ciemno, więc postawiliśmy trumnę ze zmarłą pod ścianą cmentarnej kaplicy i wróciliśmy do domu. Zaledwie weszłyśmy do kuchni, gdy nasza Franusia przybiegła zdyszana wołając ratunku, że ją żołnierze naszli w domku i chcą ją obrabować. Panna Alojza wybiegła pierwsza na ratunek, za nią Panna Kunegundą i Siostra Wizenna.
Gdy przybiegły do mieszkania Franusi, nikogo już nie zastały. Zabierały się do wyjścia, gdy jakiś pijany oficer bolszewicki zaszedł im drogę, zamknął drzwi i nie chciał ich wypuścić z mieszkania. W chwili, gdy opowiadał Pannie Alojzie jakieś głupstwa, Panna Kunegundą i Siostra Wizenna przysunęły się do drzwi i szybko uciekły. Żołnierz zauważył to i wybiegł za nimi. To samo uczyniła Panna Alojza. Oficer widząc, że Panna Kunegundą i Siostra Wizenna uciekają , wyjął rewolwer i celował za nimi. Przestraszona Panna Alojza chwyciła go za rękę, pytając co zamierza uczynić? Zdenerwowany wykrzyknął, dlaczego ode mnie uciekają? Nie zdążyły odpowiedzieć, gdy niedaleko rozerwał się niemiecki pocisk. Korzystając z tego Panna Alojza zaczęła kłusem biec do domu, aby wyrwać się z rąk pijanego żołdaka. Tymczasem on, zdenerwowany do ostateczności, że mu wszystkie „monaszki uciekły”, puścił się jak rozwścieczony zwierz i tuż przed domem dopędził swoją ofiarę – Pannę Alojzę. W pierwszej chwili zaczął ją nieludzko bić jakąś gumą, gdy krzyczała zatkał jej usta i biciem próbował zmusić ją do milczenia. W pewnym momencie wyjął z kieszeni nóż i rewolwer kładąc nóż na szyi a rewolwer przyłożywszy jej do piersi, wykrztusił mieniąc się ze złości: „musisz być moją żoną, inaczej twoje życie w tej chwili się skończy”. Panna Alojza westchnąwszy do Matki Bożej w Grocie, uczyniła akt skruchy i zaczęła polecać swoją duszę Bogu. Łotr milczał i czekał na odpowiedź.
Panna Alojza próbowała nawiązać kontakt-rozmowę z oficerem – nazwała go „inteligentnym i uczonym” i zapytała dlaczego ją tak bił? On usłyszawszy, że jest „uczony’, schował nóż do kieszeni i rewolwer również, i okazał gotowość słuchania dalszych komplementów. Wówczas Panna Alojza poprosiła go, aby przyszedł wieczorem na rozmowę a ona tymczasem uszykuję ucztę, postara się wódki, kwaszonych ogórków i mięsa. Pijany żołdak dał się oszukać i odszedł, obiecując przyjść wieczorem o godz. 10, jak wszystko będzie przygotowane. Ocalenie swoje Panna Alojza zawdzięcza tylko Matce Najświętszej w Grocie. W kilka minut po odejściu tego delikwenta, Panna Alojza z Panną Kunegundą poszły do komendanta, aby wcześniej dał do pilnowania żołnierzy, obawiałyśmy się, bowiem, aby ten oficer nie powrócił. Ku wielkiemu naszemu przerażeniu spotkałyśmy go w komendanturze, lecz udał, że nas nie poznał. Komendant zaraz dał nam żołnierzy z nakazem, by nikogo nie wpuścili, choćby nawet generał frontu przyszedł.
2 styczeń … Z rana Panna Alojza z Panną Kunegundą poszły na cmentarz, aby pogrzebać zwłoki śp. pani Władysławy. Komendant przysłał czterech żołnierzy, aby wykopali grób. Żołnierze niechętnie to robili, gdyż ziemia była głęboko zamarznięta. Gdy już wykopali grób na metr głęboki i dostali się do gruntu, który był mniej zamarznięty, przyszli z poleceniem od matki Ksieni żołnierze, abyśmy zaraz wracały do domu, gdyż komendant przysłał samochód z rozkazem natychmiastowego opuszczenia Łomży. Cóż było robić? Żołnierze grabarze zaręczyli nam, że pogłębią grób i uczciwie pochowają nieboszczkę. Zostawiłyśmy więc ich na cmentarzu, a same wróciłyśmy do domu. Tu zastałyśmy już samochód załadowany naszymi rzeczami. Po całym domu rozeszli się żołnierze – rabusie i każdy co mógł ciągnął w swoją stronę. Bardzo dużo rzeczy zginęło nam, nawet z samochodu. Nie sposób było dopilnować wszystkiego. Ogromnie nas przynaglali, aby prędzej wyjechać. Dużo rzeczy zostało w domu, bo nie było już gdzie włożyć. Odmówiłyśmy głośno „Salve Regina” i oddałyśmy się w opiekę Niepokalanej Pani w Grocie, polecając nasz dom jej Matczynej straży – wsiadłyśmy na samochód – Matka Ksieni, Panna Kunegunda, Panna Alojza, Siostra Wizenna, Siostra Majola i Franusia. Co działo się w naszych sercach trudno wyrazić. Łzy były naszą mową.. Ufałyśmy jednak, że Najświętsza Maryja Panna w Grocie zachowa nasz dom i niedługo nas z powrotem przyprowadzi.
Około południa przyjechałyśmy do Zambrowa. Panna Immaculata przygotowała nam tymczasowe mieszkanie u kuzynów Panny Benedykty. Zamieszkałyśmy w pokoju przy rodzinie. Pierwsze i następne dni były dla nas fizycznie i duchowo okropne, „ciasno i chłodno i do domu daleko”.
10 styczeń … Panna Alojza uzyskawszy odpowiednią przepustkę, pojechała do Łomży z Siostrą Wizenną wynajętymi u żołnierzy końmi, aby jeszcze cokolwiek uratować w chwili, gdy znajomi żołnierze – złodzieje lampy i kur, automatami bili w szklaną ścianę w pokoju. Ani jednej szyby w oknach, drzwi pootwierane, nabrudzone w całym domu, lecz meble jeszcze były. Naładowały więc na wóz ile się dało rozmaitych sprzętów domowych i gospodarczych i pojechały z tym do Zagrób.
13 styczeń … Panna Alojza z Siostrą Wizenną przyjechały wynajętym samochodem do Łomży. Tym razem zabrały maszynę do młócenia zboża i inne gospodarskie narzędzia. Zastały jeszcze gorsze spustoszenie w domu. W gruzach żołnierze odkryli naszą skrytkę i zabrali z niej nowy wóz i bardzo dużo żelastwa budowlanego.
14 styczeń … W nocy żołnierze ukradli nam ostatniego konia. W Zambrowie kłopoty i trudności z mieszkaniem, z żywnością i z opałem, a tu stan beznadziejny, ani myśleć nie można o powrocie do Łomży.
20 styczeń … Ludzie zaczęli coś mówić, jakoby linia frontowa miała się poruszyć. Oczekiwane od września „nastuplenije” podobno się zaczęło. Bolszewicy poszli w „pierot”. Wywieszono nawet afisze, że 18 stycznia Warszawę zdobyli Sowieci.

Materiał opracowano na podstawie:
Kronika Panien Benedyktynek Opactwa świętej Trójcy w Łomży (1939-1954).
Autor. S. Alojza Piesiewicz.

Koniec części 11
C.D.N.

Redakcja Serwisu

1040 Ogólnie 2 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.

Avatar