Eugenia i Marta historia jednego życia.

Rozpoczynamy publikację książki Eugenia i Marta historia jednego życia. Jest to historia rodziny z Zambrowem, Łomżą i Białymstokiem w tle.

Redakcja Serwisu         

 

Rok wydania
2019

 

 

 

Skład
Tomasz Ozdoba

druk
drukomat.pl

 

 

Antenaci

Eugenia Bodakówna urodziła się 6 lutego 1912 roku w Czyżewie, wówczas w powiecie Ostrów Mazowiecka, z rodziców – Janiny Bodak z domu de Taday i Grzegorza Bodaka. Prapradziadkiem Eugenii był żołnierz wojsk napoleońskich o nazwisku de Taday, który to w czasie niechlubnego odwrotu Napoleona spod Moskwy pozostał na ziemiach polskich i ożenił się z polską szlachcianką. Osiadł z rodziną w Śniadowie koło Łomży. Jednym z potomków tego małżeństwa był dziadek Eugenii.
Mijały lata, w kolejnym już pokoleniu przyszła na świat matka Eugenii – Janina, jako przedostatnia z dwanaściorga rodzeństwa. Rodzice Janiny to Teofila z Gumkowskich (herbu Ślepowron) Seweryn de Taday. Posiadali oni spore gospodarstwo, dużą pasiekę oraz obszerny dom, w którym mieściła się piekarnia, oraz sklep, jedyny w Śniadowie. Seweryn żył 85 lat (1844-1929). Babcia Teofila (1849-1929), jak to było wówczas w zwyczaju, zajmowała się domem. Dziadek Seweryn dbał o gospodarstwo: prowadził pasiekę, sklep oraz piekarnię. Towar do sklepu dowoził z okolicznych, bliższych i dalszych wsi i miasteczek. W kawalerskim jeszcze stanie angażował się w konspirację i należał do organizacji patriotycznych.
-W 1863 roku, gdy przekradał się do swego powstańczego oddziału w lesie, został pochwycony przez Kozaków. Ponieważ nie mogli mu udowodnić przynależności do powstańców, bowiem nie znaleźli przy nim broni ani innych materiałów – zwolnili go. Wciąż były jednak podejrzenia – został więc wcielony do wojska rosyjskiego, służył w carskiej armii przez 8 lat na Dalekim Wschodzie. Opowiadał, że Polacy nie byli łubiani przez Rosjan. Z tym wiąże się pewne zdarzenie. Pewien oficer, przed frontem żołnierzy nazwał dziadka „miateżnikiem” (buntownikiem), ten, obrażony, wyszedł z szeregu i uderzył oficera w twarz. Z tego wynikła straszna awantura i nie obyło się bez dochodzeń. Kiedy zapytano dziadka dlaczego uderzył oficera, odparł „bo wyzywał mnie od buntowników”. „Politycznie” tłumaczył dalej, że nie jest „miateżnikiem”, tylko rosyjskim żołnierzem. Na tym też sprawa się, na całe szczęście, zakończyła.
Ten epizod to przykład jednego z wielu, jakie zdarzały się nagminnie w „obyczajowości” carskiej armii. Po powrocie z wojska dziadek Seweryn zajmował się sporą rodziną, swym gospodarstwem, sklepem i pasieką. Dziadek i babcia Eugenii pochowani zostali w Zambrowie.

******

Matka Eugenii, Janina de Taday, urodziła się 8 marca 1888 roku w Łomży. W Śniadowie skończyła czteroklasową rosyjską szkołę powszechną, potem pobierała nauki w żeńskim gimnazjum w Łomży. Rodzinna legenda głosi, iż w podczas uroczystości zakończenia roku szkolnego w którejś z klas gimnazjalnych, rzuciła na podłogę otrzymany w nagrodę od dyrektora szkoły portret najjaśniejszej rodziny carskiej. Trzeba było wielu zabiegów i „podarunków”, by afera nie wyszła na zewnątrz, do władz carskich. Jakoś jednak się udało. Janina miała szczególne zdolności w kierunku artystycznym. Potrafiła malować, tkać, haftować, a w drastycznie niekomfortowych dla rodziny sytuacjach, potrafiła uszyć buty dla swych córek. Lubiła czytać, uwielbiała fantastykę naukową, pochłaniała wręcz takie powieści, między innymi Verne’a. Biegle mówiła po rosyjsku, czytała rosyjskich pisarzy w oryginale. Ładnie śpiewała, była rozmiłowana w sztuce kulinarnej, wyjątkowo dobrze umiała przyrządzać smakowite pieczenie mięsne oraz rozliczne rodzaje ciast i tortów. Także nalewki. Wyszła za mąż w 17-tym roku życia, za Grzegorza Bodaka – chyba z gorącej miłości. Przez całe swe życie interesowała się wynalazkami, śledziła postęp cywilizacyjny. Z zamiłowaniem obserwowała zmieniającą się modę. Żyła zawsze teraźniejszością i przyszłością. Była towarzyska, taktowna, subtelna, głęboko wierzyła w Boga, ale nie w kościół, nie w księży. Już po wojnie 1939-1945 przebywała w Godkowie koło Chojny (szczecińskie wówczas), u córki Anny i jej małżonka Tadeusza Nagórki (brata Mieczysława). Po śmierci Anny, przez kilka lat w Bobolicach, później zaś, aż do swej śmierci, w Błoniu koło Wrocławia, u syna – Jerzego Bodaka i jego małżonki Anny. Zmarła 25 października 1969, miała wówczas 81 lat.

Janina pochowana jest we Wrocławiu wraz z najstarszym synem Zbigniewmi jego małżonkąHaliną z Saryusz Romaszewskich

 * * * * *

Na początku XX wieku, w pierwszych jego latach, również i w Śniadowie (pod zaborem rosyjskim), istniała patriotyczna komórka konspiracyjna, której przywódcą był młodszy brat matki Janiny – Feliks. Do tej komórki należała także Janina. Organizowali spotkania, na których poruszano sprawy walki z caratem, powielali antycarskie ulotki, pisma, zastanawiali się nad ruchem zbrojnym. Komórka została zdekonspirowana, doniesiono na policję carską „Ochranę”. Wieś otoczyli Kozacy, którzy chcieli ująć głównego prowodyra – Feliksa. Gdy go dopadli w domu, zostali przez dziadka przekonani, że „taki szczupły nie może być rewolucjonistą”. Napili się i najedli, w końcu dali Feliksowi spokój. Niewątpliwie udało się sytuację załagodzić dzięki Janinie, która, przed wtargnięciem Kozaków do mieszkania, zdążyła w piecu chlebowym spalić wszystkie ulotki, kompromitujące pisma i inne dokumenty. Ale ta sprawa się nie skończyła, bo w niedługim czasie wezwano do poboru jej świeżo poślubionego męża – Grzegorza Bodaka, czyli ojca Eugenii. Został wywieziony na Daleki Wschód do Mandżurii, tam uczestniczył w wojnie rosyjsko – japońskiej (1904-1905). Służył w łączności i z wojska wyszedł z uprawnieniami „nadsmotrszczyka telegrafu”, czyli specjalisty w zakresie dozoru, konserwacji i naprawy urządzeń telefonicznych i telegraficznych. Po powrocie z wojny, niejako „z marszu” otrzymał pracę na poczcie w Czyżewie. Pracował tam do wybuchu wojny w 1914 roku. Został znów wcielony do wojska i jakiś czas przebywał na froncie. Opowiadał, że były tam już używane samoloty, jako nowość. Całą rodzinę, czyli Janinę (żonę) i córkę Eugenię wkrótce wywieziono przed frontem na wschód, do Mohylewa. Ojciec Eugenii także tam, nieco później, został przeniesiony rozkazem, jako specjalista w łączności.

W ramach służby wojskowej, a także nakazu administracji cywilnej pracował na poczcie w Mohylewie aż do wybuchu rewolucji 1917.

Materiał pobrano z książki Eugenia i Marta historia jednego życia za zgodą autora.

 

 

537 Ogólnie 2 Dziś
  
 

Zostaw komentarz

Twój e-mail nie zostanie opublikowany.